Zasada powinna być prosta. Strzelać bez rozkazu - pod warunkiem że wraki spadną na terytorium "zaatakowanego" kraju.
Ewentualnie, jeśli to możliwe to przymusowe lądowanie na najbliższym lotnisku należącym do kraju zaatakowanego.
Ludzie się boją takiego rozwiązania, bo kieruje nimi chciejstwo. Myślą, że da się uniknąć nieuniknionego.
Da się, ale tylko pokazując siłę i determinację - a to zawsze wiąże się z ryzykiem - tak to działa,





















- 500 zł się należy.