Przeciętna sprawa wygląda jednak tak, że partnerka stawia zarzuty, psycholog przyklepuje wiarygodność, a jedyne dowody na faktyczne relacje między partnerami giną na prokuraturze lub sąd drugiej instancji je odrzuca pod byle pretekstem. Sąd pierwszej instancji nawet ich nie zobaczy, bo nie macie komórki.
No i elo, kolejny alimenciarz odhaczony, a matka może alienować do woli, bo ma podkładkę.
To nawet nie jest





















Rośnie nam pokolenie homo sovieticusów bez głębszych relacji rodzinnych.