Ostatnio na dziale z pieczywem mijałem jakiegoś bezdomnego z całym wózkiem wyładowanym butelkami wygrzebanymi ze śmietnika i jeszcze obwieszony workami szedł do automatu. Potem stał i te pogniecione butelki z toreb po kolej "prostował" i przekładał do koszyka, a potem do automatu.
Jak ktos przyszeł oddać kilka butelek, to pewnie z pół godziny





















Problemem jest to, że społeczeństwo juz tak zidiociało, że trzeba to robić w takiej formie, aby nabić zasięgi i trafić do grupy docelowej.
IDIOKRACJA sie dzieje na naszych oczach.