TL;DR:
Odebrałem z salonu nowiutkiego Hyundaia. Po 700 km auto umarło na trasie (odcięło prąd). Assistance to jakiś żart z klienta (3 godziny na poboczu). ASO wzięło auto na warsztat i postawiło "diagnozę": padł akumulator. Czas oczekiwania na nową baterię? MINIMUM DWA TYGODNIE xD. Najlepsze jest to, że leczą skutek, a nie przyczynę (bo auto wywaliło błąd ładowania).
Wersja dla tych, co


















Pamiętacie moją nówkę sztukę Konę, która zdechła po 700 km, a krakowskie ASO potrzebowało 2 tygodni na ściągnięcie akumulatora? Dziś rano zadzwonili: "Naprawione, można odbierać!". Urwałem się z roboty, przedzierałem przez zakorkowany Kraków ponad godzinę. Odbieram auto, wyjeżdżam za bramę serwisu i... na deskę wjeżdża czerwona ikona braku ładowania xD. Wrócili do punktu wyjścia. Rzuciłem im kluczykami na blat, zrównałem ich procedury z ziemią i zostawiłem tam ten złom.
Wersja dla koneserów korpo-absurdu:
Mirki,
Ale co tam diagnostyka: oni nawet do mnie nie zadzwonili jak im laweta auto na plac zrzuciła - wtedy pewnie dowiedzieliby się, jaka może być prawdziwa przyczyna awarii, no ale wtedy mniej by zarobili ( ͡° ͜ʖ ͡°
Gość mi prosto w twarz tłumaczył, że skoro ich tablet na postoju nie wypluł błędów, to procedury
I żarówki przy aku to szczytowe osiągnięcie inżynierów Fiata z przełomu wieków ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale dzięki temu nauczyłem się, że można wymienić żarówkę jedną ręką, bez patrzenia xD
@PrawdziwyMongolzMongolii i gdyby nie ruda, to by mi do głowy nie przeszło, aby go zmieniać na coś lepszego. Zaczynam