Wpis z mikrobloga

Kupujesz nowe auto, marka cię zlewa, a stary złom się z ciebie śmieje

TL;DR:
Odebrałem z salonu nowiutkiego Hyundaia. Po 700 km auto umarło na trasie (odcięło prąd). Assistance to jakiś żart z klienta (3 godziny na poboczu). ASO wzięło auto na warsztat i postawiło "diagnozę": padł akumulator. Czas oczekiwania na nową baterię? MINIMUM DWA TYGODNIE xD. Najlepsze jest to, że leczą skutek, a nie przyczynę (bo auto wywaliło błąd ładowania).

Wersja dla tych, co mają popcorn:

Mirki, pijcie ze mną kompot, bo właśnie zderzyłem się z nowoczesną motoryzacją i korporacyjnym betonem.

Akt I: Koreański Sen i śmierć na poboczu
W czwartek z uśmiechem na ustach odbieram nowiutką Konę. "5 lat gwarancji bez limitu kilometrów", wspaniałe assistance, bezstresowa jazda.
W niedzielę, po przejechaniu niespełna 700 km, wywala błąd ładowania i choinkę na zegarach, a po zatrzymaniu i wyłączeniu silnika, ekran główny zalicza twardą zwiechę i nie da się go wyłączyć. Wóz staje dęba przed Krakowem, odcina systemy i zamienia się w blisko dwutonowy przycisk do papieru.

Akt II: Assistance, czyli radź sobie sam
Dzwonię na to ich wspaniałe Assistance. Dyspozytorzy gubią mój adres, kierowca lawety anuluje zlecenie ("panie, to nie mój rejon"), a o auto zastępcze muszę się z nimi dosłownie kłócić. Finał? Ponad 3 godziny stygnięcia na poboczu. W końcu przyjeżdża laweta, chłop patrzy na zablokowany, elektryczny ręczny (brak prądu = nie zwolnisz) i łapie się za głowę. Szach-mat.

Akt III: Wybawiciel z Torunia i krakowski beton
Auto zrzucają do ASO w Krakowie. W poniedziałek dzwonię do nich i słyszę, że diagnoza "najszybciej za tydzień". Ścięło mnie. Piszę z bezsilności do mojego sprzedawcy w Toruniu. I tu szok – chłop staje na wysokości zadania, rano dzwoni do Krakowa i cudem przyspiesza sprawę. Po 30 minutach w apce widzę: maska otwarta, auto pod prądem! Myślę: "Uff, robią to".

Akt IV: Dwa tygodnie na sprowadzenie akumulatora xD
ASO milczało od poniedziałku. Dziś dzwonię do nich sam (mamy czwartek). Odbiera gość i z dumą ogłasza diagnozę: padł akumulator.
Pytam, kiedy do odbioru. A on, że zamówili i będzie... za minimum 14 dni.
Rozumiecie? Wielka korporacja każe czekać pół miesiąca na pospolity akumulator 12V, po który mógłbym podejść pieszo do najbliższego sklepu i wrócić w 15 minut pewnie o połowę taniej niż u nich. Nawet nie raczyli sami zadzwonić.

Ale to nie jest najgorsze. Panowie "specjaliści" zdiagnozowali SKUTEK, a nie przyczynę! Ekran się zawiesił, wóz wydoił prąd do zera, a ugotowany AGM to trup. Jak radosny mechanik za 2 tygodnie włoży tę nową, złotą baterię ściąganą rydwanem z Korei, to po odpaleniu znów mu wywali błąd ładowania. Będę czekał 2 tygodnie, żeby ASO zorientowało się, że wóz nadal jest zepsuty.

Epilog:
A wiecie co jest w tym najśmieszniejsze? Pod domem stoi mój 23-letni Fiat Stilo (łuszczący się klar, ruda na progach), którego od lat chciałem wysłać na złom, ale z czystego sentymentu lałem do niego drogi olej i serwisowałem na bieżąco. Ma 226 tys. uczciwego przelotu. Ten gruz po prostu odpala, potrafi lecieć lewym pasem na autostradzie (szybciej od tych na prawym) i wraca do domu. A nowiutka, naszpikowana radarami Kona wegetuje u mechanika, bo czeka na głupią baterię.

Jeśli ktoś zastanawia się nad nowym autem i martwi się, że "na chińczyki długo czeka się w serwisie" – Hyundai mówi: potrzymajcie mi p--o.

Dajcie kilka plusów na pocieszenie, bo mnie zaraz szlag trafi.

#motoryzacja #samochody #hyundai #aso #afera #zalesie #mechanikasamochodowa #krakow #patologiazmiasta
  • 110
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@lyncz: najlepiej to zrobić wszystko by oddać złoma hajdajowi i odzyskać hajs. A potencjalnych plusów tej sytuacji - będziesz miał wtedy hajs na 30-letnie BMW na daily.
  • Odpowiedz
@lyncz: skutki jakości współczesnej motoryzacji są takie, że coraz więcej znajomych nie zmienia samochodów (mimo, że ich stać na to i chcieliby mieć coś nowego), bo stare sprawuje się lepiej, niż to, co obecnie jest oferowane w salonach ( ͡° ʖ̯ ͡°)
  • Odpowiedz
@lyncz: ostatnio moj nowy mercedes c300e byl ponad 3 miesiace w serwisie po tym jak laweta go ściągnęła z autostrady. A po odbiorze okazuje się ze ladowanie nie dziala i moge tylko na benzynie jezdzic, po 3 miesiącach naprawy w Aso! Drugie auto w domu to mondeo z przebiegiem 200k i ani razu nie bylo na lawecie, serwis tez minimalny. Takze tego…
  • Odpowiedz
Pod domem stoi mój 23-letni Fiat Stilo (łuszczący się klar, ruda na progach), którego od lat chciałem wysłać na złom, ale z czystego sentymentu lałem do niego drogi olej i serwisowałem na bieżąco. Ma 226 tys. uczciwego przelotu


@lyncz: no elo ( ͡° ͜ʖ ͡°)
PieknyWojciech - >Pod domem stoi mój 23-letni Fiat Stilo (łuszczący się klar, ruda na...

źródło: image

Pobierz
  • Odpowiedz
@lyncz: kolejny raz czytam o podejściu do klienta w hyundai i na pewno nigdy w życiu żadnego samochodu tej marki nie kupię. A podoba mi się nowe santa fe ()
  • Odpowiedz
@lyncz A przy naprawie gwarancyjnej nie masz przypadkiem od nich auta zastępczego? Sprawdź, albo zapytaj tego sprzedawcę, bo to zwykle przyspiesza naprawę znacząco jak muszą udostępnić auto za darmo.
  • Odpowiedz
@lyncz: mi Dacia sprzedała auto z wadliwą skrzynią biegów. Po roku bicia się z ujami nic nie ugrałem poza straconymi nerwami. Samochód wył jak Ikarus w zakresie prędkości 50-90 km/h... Najbardziej przy 70. Mialem nawet nagranie z kamery w aucie gdzie mistrz serwisu wraz z mechanikiem rozmawiają ze sobą i pada diagnoza: "wadliwa przekładnia główna". Na co młody do mistrza: "Nie chciałbym tego robić", "ja też nie". Oczywiście auto oddane
  • Odpowiedz