Aktywne Wpisy

bydlo +17
śmieszą mnie wykopki co kibicują garnuchom zamiast Argentyńskiej rasie panów #mecz

źródło: temp_file4262804392098669525
PobierzSkopiuj link
Skopiuj link

źródło: temp_file4262804392098669525
PobierzRegulamin
Reklama
Kontakt
O nas
FAQ
Osiągnięcia
Ranking
TL;DR:
Odebrałem z salonu nowiutkiego Hyundaia. Po 700 km auto umarło na trasie (odcięło prąd). Assistance to jakiś żart z klienta (3 godziny na poboczu). ASO wzięło auto na warsztat i postawiło "diagnozę": padł akumulator. Czas oczekiwania na nową baterię? MINIMUM DWA TYGODNIE xD. Najlepsze jest to, że leczą skutek, a nie przyczynę (bo auto wywaliło błąd ładowania).
Wersja dla tych, co mają popcorn:
Mirki, pijcie ze mną kompot, bo właśnie zderzyłem się z nowoczesną motoryzacją i korporacyjnym betonem.
Akt I: Koreański Sen i śmierć na poboczu
W czwartek z uśmiechem na ustach odbieram nowiutką Konę. "5 lat gwarancji bez limitu kilometrów", wspaniałe assistance, bezstresowa jazda.
W niedzielę, po przejechaniu niespełna 700 km, wywala błąd ładowania i choinkę na zegarach, a po zatrzymaniu i wyłączeniu silnika, ekran główny zalicza twardą zwiechę i nie da się go wyłączyć. Wóz staje dęba przed Krakowem, odcina systemy i zamienia się w blisko dwutonowy przycisk do papieru.
Akt II: Assistance, czyli radź sobie sam
Dzwonię na to ich wspaniałe Assistance. Dyspozytorzy gubią mój adres, kierowca lawety anuluje zlecenie ("panie, to nie mój rejon"), a o auto zastępcze muszę się z nimi dosłownie kłócić. Finał? Ponad 3 godziny stygnięcia na poboczu. W końcu przyjeżdża laweta, chłop patrzy na zablokowany, elektryczny ręczny (brak prądu = nie zwolnisz) i łapie się za głowę. Szach-mat.
Akt III: Wybawiciel z Torunia i krakowski beton
Auto zrzucają do ASO w Krakowie. W poniedziałek dzwonię do nich i słyszę, że diagnoza "najszybciej za tydzień". Ścięło mnie. Piszę z bezsilności do mojego sprzedawcy w Toruniu. I tu szok – chłop staje na wysokości zadania, rano dzwoni do Krakowa i cudem przyspiesza sprawę. Po 30 minutach w apce widzę: maska otwarta, auto pod prądem! Myślę: "Uff, robią to".
Akt IV: Dwa tygodnie na sprowadzenie akumulatora xD
ASO milczało od poniedziałku. Dziś dzwonię do nich sam (mamy czwartek). Odbiera gość i z dumą ogłasza diagnozę: padł akumulator.
Pytam, kiedy do odbioru. A on, że zamówili i będzie... za minimum 14 dni.
Rozumiecie? Wielka korporacja każe czekać pół miesiąca na pospolity akumulator 12V, po który mógłbym podejść pieszo do najbliższego sklepu i wrócić w 15 minut pewnie o połowę taniej niż u nich. Nawet nie raczyli sami zadzwonić.
Ale to nie jest najgorsze. Panowie "specjaliści" zdiagnozowali SKUTEK, a nie przyczynę! Ekran się zawiesił, wóz wydoił prąd do zera, a ugotowany AGM to trup. Jak radosny mechanik za 2 tygodnie włoży tę nową, złotą baterię ściąganą rydwanem z Korei, to po odpaleniu znów mu wywali błąd ładowania. Będę czekał 2 tygodnie, żeby ASO zorientowało się, że wóz nadal jest zepsuty.
Epilog:
A wiecie co jest w tym najśmieszniejsze? Pod domem stoi mój 23-letni Fiat Stilo (łuszczący się klar, ruda na progach), którego od lat chciałem wysłać na złom, ale z czystego sentymentu lałem do niego drogi olej i serwisowałem na bieżąco. Ma 226 tys. uczciwego przelotu. Ten gruz po prostu odpala, potrafi lecieć lewym pasem na autostradzie (szybciej od tych na prawym) i wraca do domu. A nowiutka, naszpikowana radarami Kona wegetuje u mechanika, bo czeka na głupią baterię.
Jeśli ktoś zastanawia się nad nowym autem i martwi się, że "na chińczyki długo czeka się w serwisie" – Hyundai mówi: potrzymajcie mi p--o.
Dajcie kilka plusów na pocieszenie, bo mnie zaraz szlag trafi.
#motoryzacja #samochody #hyundai #aso #afera #zalesie #mechanikasamochodowa #krakow #patologiazmiasta
@lyncz: no elo ( ͡° ͜ʖ ͡°)
źródło: image
Pobierz