Lubię te wszystkie asymilacje na całym świecie, które kończą w 80% tym, że narodowość X zbija się razem w obcym kraju, mieszkają razem, spotykają się razem, chodzą do knajp z kuchnią ze swojego kraju, sklepów, nie uczą się języka, bo nie ma w sumie potrzeby, trzymają się tylko i wyłącznie swoich i elo. I to każdy naród, Polacy za granicą też.
Potem taka osoba może być na stanowisku urzędniczym (jeśli się

















Kto wie, ten wie co się dzieje w komisariatach i w których pokojach są specjalne szafeczki z akcesoriami do pracy.