Dzisiejsi trzydziesto- i trzydziestoparolatkowie są jednym z najbardziej psychologicznie przeciążonych pokoleń ostatnich dekad. Nie dlatego, że „nie chce im się pracować”. Nie dlatego, że są roszczeniowi. I nie dlatego, że „kiedyś ludzie mieli gorzej”.
Ich dramat polega na czymś innym: dorastali w epoce wielkiej obietnicy możliwości.
Słyszeli:




















A ja tylko jadłem zupę (całkiem smaczną bo krem pomidorowy) i mruczałem pod nosem z niedowierzaniem, jakie upodlenie i wstyd tak się płaszczyć za możliwość przespania się w cudzej sypialni.