Europoseł Łukasz Kohut (KO) gloryfikuje nazistowskiego kolaboranta

Łukasz Kohut, Europoseł z list KO, chwali się w mediach społecznościowych odwiedzeniem grobu Ernesta Wilimowskiego, który jako obywatel II RP, w okresie II Wojny Światowej, grał, od 1940, w pierwszej 11. reprezentacji III Rzeszy, z Hakenkreuzem na piersi. Fakt ten Kohut sprytnie pominął we wpisie.
z- 109
- #
- #
- #
- #
- #
- #

















Nie no, szanujmy się
" Taki biedny Ezi, robił co musiał, żeby przeżyć".
I dlatego po wojnie dalej grał w niemieckiej reprezentacji, był trenerem niemieckiej reprezentacji, mieszkał do śmierci w Niemczech, ożenił się z Niemką, dzieci wychował na Niemców i nigdy nie przeprosił, ale tłumaczył się, że go polityka nie obchodziła.
Nie no, szanujmy się
Inni spolonizowani Niemcy z jego drużyny też grali, ale nikt nie ma do nich pretensji. A wiesz dlaczego? Bo wykorzystywali swoją pozycję do pomagania Polakom.
"Poza tym towarzyskie mecze III Rzeszy z Slowacją czy Rumunią nikogo nie interesowały więc wymiar propagandowy był znikomy"
Kolaborant to kolaborant. Kolaborantkami były kobiety sypiające z Niemcami, więc oświeć mnie dlaczego napastnik w reprezentacji III
źródło: image
PobierzArmia Krajowa nie współpracowała z Armią Czerwoną, a nawet wręcz przeciwnie. Akcja "Burza" miała w zamyśle pokazać aliantom siłę polskiego podziemia i stawiać ich przed faktami dokonanymi w kwestii granicy polsko-radzieckiej. Współdziałanie wojsk to nie współpraca, pamiętaj o tym.
Nie, współdziałanie wojsk to nie współpraca. Współdziałanie wojsk jest tymczasowe, bo wymaga tego sytuacja i kończy się, gdy uda się ją zażegnać. Współpraca z kolei jest pogłębiona i obejmuje państwa, instytucje, logistykę etc.
A wcielanie żołnierzy siłą do armii to nie kolaboracja :)