Pojechałem ze starymi w góry i uświadomiłem sobie, że nieszczęśliwy człowiek, wszędzie będzie nieszczęśliwy. Tak wiem - odkryłem Amerykę, ale naprawdę myślałem, że w moim przypadku wystarczy zmiana środowiska i odcięcie się (chociaż chwilowe) od codziennego marazmu żeby chociaż na chwilę stanąć na nogi. W rzeczywistości w obcym miejscu czułem się jeszcze bardziej nieswojo niż w swoich depresyjnych, ale znanych czterech ścianach. Nie da się uciec od własnego s----------a, co byście nie
jestemzmeczony1 - Pojechałem ze starymi w góry i uświadomiłem sobie, że nieszczęśliwy...

źródło: image

Pobierz
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

  • 1
@Kulfonix: dzięki, Mireczku()
Kiedyś faktycznie poprawiałem sobie nastrój ćwiczeniami, czy kardio, ale jakoś zrezygnowałem z tego. Chciałbym powrócić, ale cały czas odwlekam.
  • Odpowiedz
@First999: dokładnie, większość związków nie polega na tym by facetowi było miło tylko kobiecie. Mnie to podniosło poziom dopaminy na chwilę a później dokładnie tak jak piszesz, zostają same wymagania (często rosnące) a dopaminy już nie ma.
  • Odpowiedz
@nervous_breakdown: mam stwierdzoną depresję, od dziecka miałem takie mood i byłem bardzo potrzebujący emocjonalnie. Można, ale musisz mieć twardą dpę i zasady.

Przede wszystkim, jak najmniej internetu, bo masz tu zbieraninę ścieku (a wykop i reddit to w szczegolnosci, chociaż facebook nie lepszy). Jak najwięcej reala. Spacery, bo natura relaksuje. Czytaj książki, to siłownia dla móżgu. Trochę siłowni też się przyda (ćwicząc bez sprzętu też się da - jak chcesz
  • Odpowiedz
  • 5
@Flaterszaaj: akurat dzieciaki w domu dziecka dostają kasę na konto i jak kończą 18 to zwykle uzbiera się kilkaset tysięcy. Oczywiście większość z nich ma gen patologii po rodzicach, więc szybko przebijają hajs podatników i znowu wracają pod opiekę hojnego polskiego państwa.

Czasy się zmieniły, ale obraz "biduli" z lat 90 pozostał w świadomości ludzi. Tym gnojom naprawdę niczego tam nie brakuje, nie ma co ich żałować.
  • Odpowiedz
W tej chwili idę na wytrzymałość ile jeszcze dam rady tyrać w kołchozie i zebrać pensji na inwestowanie zanim skończę na psychiatrycznym L4 na PTSD, które zawsze będzie przynajmniej jakoś płacone i też da jakiś kapitał. Mam nadzieje, ze dadzą mi miejsce przy oknie.

Tylko, że do tej pory miały być już 2 bańki i FIRE.

No, ale jak po powrocie wyleją to na kuroniówke i do Glovo. Tam się coś jeszcze
  • 10
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Dastamit: Tylko, ze widzisz. Kazdy ma inaczej w zyciu. U mnie to np. baba mało sie czepia, ale z kolei starzy przez całe życie za najwiekszy punkt honoru i wyznacznik wartosci uznawali zapi**dol.

Niewazne co mi zdiagnozują, jaką chorobę, niepełnosprawność. To dla moich starych bedzie wymowka, zeby nie robic i usprawiedliwienie lenistwa.

Facet w tym naszym modelu jest od malego tylko goniony do roboty. Jest patrzone jak wykorzystac jego "potencjał" samemu
  • Odpowiedz
Czy to możliwe że atenza trzyma mnie tylko 3-4h?
Zgodnie z zaleceniem lekarza biorę rano 27 mg i ob godzinę 17 kolejną dawkę: 18 mg.

Jednak mam wrażenie że i tak koło 22 efekt już schodzi. Czeka mnie niedługo wesele, zabawa do białego rana i myślę co robić żeby nie być kapciem, bo mam mocne zjazdy po atenzie. Gdybym po południu nie brał kolejnej dawki to jestem nie do życia po 17:
  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@twardy-zawodnik: ogółem to cię nie powinno wgl trzymac, efekt pobudzający powinien zniknąć. Jak chcesz być naspeedowany to musiał byś zwiększać dawki cyklicznie i robić przerwy. Nawet jak pobudzenia już nie ma to skupienie lepsze jest. Im większe dawki tym zjazd gorszy lepiej trzymać się minimum. Jak chcesz czegoś co działa cały dzień to lepiej brać atmoksetyne. Bo o ile zasypiać po metylofenidacid można bez problemu tak jak bierzesz attenze o
  • Odpowiedz
@Yagami_Raito78:
Dzięki wielkie za opisanie po krótce swoich zmagań. Też choruję na schizofrenię, też zadarłem przez głupotę i niewiedzę z diabłem, też z nim walczę i zupełnie tak jak ty - jestem na etapie tracenia nadziei. Twój post podniósł mnie na duchu, bracie w wierze. Dużo zdrowia!

„Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny zaufania jest Ten, który dał obietnicę. Troszczmy się wzajemnie o siebie, aby pobudzać się do
  • Odpowiedz
@KacperGranatowy55: jakiś masochistyczny impuls połączony z niezdrową ciekawością skłonił mnie do przeczytania do końca. Teraz rozumiem, jak to możliwe, że istnieją ludzie, którzy nie potrafią znaleźć pracy, nawet najgorszej, ani kobiety, nawet najgorszej. Brak mi sił na jakikolwiek konstruktywny komentarz. Człowieku, jest z tobą źle. Nie wiem, co ci doradzić: psychologa, psychiatrę, czy emigrację do Mongolii. Powiem tylko, że jeśli w podobny sposób komunikujesz się z potencjalnymi pracodawcami i kobietami,
  • Odpowiedz