To już się dzieje w każdej pipidówie, która była w przedziale 40-100k jeszcze dekadę temu. Rodzinne okolice w łódzkim są już obsadzone pod korek hindusami, filipinami i innymi azjatami południowo-wschodnimi. Ukraińców nawet nie liczę bo to za dnia już jest po jednej stronie obsługa w sklepie i po drugiej klient jednocześnie.
Młodzi wyjechali, autochtoni wymrą i te miasta zostaną etnicznie przejęte w przeciągu dwóch pokoleń.




















Po studiach jak musiałem zawrócić do rodzinnej pipidówy to uczciwie próbowałem ale odczucie było takie, że do pracy biurowej albo byli już ustawieni kandydaci albo było po 15-20+ chętnych na jedno miejsce.
Śmiechłem w czasie covidu bo wtedy przestawili wizyty na obowiązkowo co dwa miesiące i akurat załapałem UZ pracy zdalnej na dokładnie okres między jedną wizytacją a drugą, przyznałem telefonicznie a babka powiedziała nie ma problemu to jak