Po studiach jak musiałem zawrócić do rodzinnej pipidówy to uczciwie próbowałem ale odczucie było takie, że do pracy biurowej albo byli już ustawieni kandydaci albo było po 15-20+ chętnych na jedno miejsce.
Śmiechłem w czasie covidu bo wtedy przestawili wizyty na obowiązkowo co dwa miesiące i akurat załapałem UZ pracy zdalnej na dokładnie okres między jedną wizytacją a drugą, przyznałem telefonicznie a babka powiedziała nie ma problemu to jak



















No to historia kołem się toczy, wszyscy widzą po raz kolejny, czy coś z tego wyniknie? Pewnie nie, tylko jak się już kołem ta historia toczy to znowu dochodzimy do momentu gdzie kończy się poholokaustowe współczucie i zaczyna zwykłe zmęczenie. Zarówno indywidualnymi jednostkami na poziomie zwykłego szaraka