"Nie wrócę". Młodzi uciekają z rodzinnych miast. Skutki będą bolesne

Miliony młodych Polaków wyjechały z rodzinnych miast i układają sobie życie w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie. Nie biorą powrotu pod uwagę. W szczególności kobiety, a to - zdaniem eksperta - prowadzi do poważnych konsekwencji. - "Rolnik szuka żony" nie bierze się z powietrza, to są realne problemy

- #
- #
- #
- #
- #
- 278
- Odpowiedz




Komentarze (278)
najlepsze
Firmy by na tym zyskały bo nie musieli by tyle przestrzeni biurowej wynajmować i mogli by de facto mniej płacić pracownikom a tym i tak by zostawało więcej kasy w kieszeni bo nie musieliby wynajmować klitek w dużych miastach za ogromne pieniądze.
Nawet można to było podciągnąć pod ekologię bo mniej osób by dojeżdżało więc mniej paliwa i
buahaha, skąd ten demograf to wział? chyba instytut danych z d--y. Oczywiście słowa o tym że to mężczyźni akceptują madki z bombelkami - a to zjawisko o wiele bardziej powszechne
Teraz siedzę w wojewódzkim i jak patrzę na to co dzieje się w moim powiatowym to mam wrażenie jak by nie dzieliło nas 100km tylko 30lat.
Pracy nie ma. Janusz jest królem i na stanowiska w stylu "sprzedawca w sklepie
Ludzie podnoszą że są bary, że kluby, że, wiedza kultura i sztuka. Ale prawda jest taka że internet bardzo upowszechnił dostęp do dóbr kultury i nauki a dwa że z wielu tych rzeczy nie korzysta się codziennie i nawet żyjąc na wygwizdowie można sobie ogarnąć wyjazd do większego miast na spektakl w teatrze czy koncert jak kto lubi.
ług szczęścia jeśli jusz ;)
W Januszeksie na 3 zmiany?
Z opowieści kumpla: randkowanie jest tu koszmarem.
Za to na własnej działalności to się odwraca. W małym mieście będąc np: księgowym, inżynierem lub fryzjerką zarobisz na tyle przyzwoicie żeby dobrze żyć, koszty dużo mniejsze, znajomości dużo bardziej wartościowe.
I tak to głównie wygląda. Wielcy warszawiacy, krakusy czy inni a w praktyce siedzą na wynajmowanym pokoju w którym nawet nie mają możliwości zameldowania się.
Ja akurat mam farta: własne mieszkanie w gminnym mieście od rodziców. Wielki fart. Wyremontowane i urządzone za jakieś 50k, teraz pewnie byłoby drożej.
Na rynku wtórnym warte około 300 (56 metrów z balkonem).
Gdybym miał je kupić: w życiu. W tym mieście praktycznie niczego nie ma oprócz domu kultury i nieźle funkcjonującego kina.
Kilka kebabów (jeden jadalny), słaba knajpa i kawiarnia. Po 21 miasto wymiera.
Mam farta że pracuję zdalnie w