U mnie klasyk: "Idź na stabilne studia, potem znajdź bezpieczną posadę w urzędzie/korpo i przepracuj tam trzydzieści lat do emerytury”. Brzmiało rozsądnie, dopóki zderzenie z rzeczywistością nie pokazało, że "stabilność” oznaczała stagnację, minimalne podwyżki i wypalenie zawodowe już przed trzydziestką.
A jak było u Was? Jaką najgorszą radę dostaliście od kogoś, kogo uważaliście za mądrzejszego, i ile zajęło Wam zrozumienie, że to bzdura?























-Wybudujmy lotnisko za kilkaset milionów z którego nikt nie będzie latać.
- Dopłacimy górnikom kilka miliardów bo tak.
- Dajmy jeszcze coś dla lekarzy, tak żeby zarabiali po kilka baniek miesięcznie.