Z nudów w weekend poszedłem na jakiś festiwal jedzenia pod Wawelem, hot dogi za 45-50 zł (ʘ‿ʘ).
Mały oscypek z grilla 9 zł który leży tam pewnie kilka godzin i jest sucha jak wiór.
Ja rozumiem że wystawca słono płaci żeby tam być ale stosunek ilości ludzi kupujących do ludzi którzy się przemieszczają był














To tak jakby kukiełka (USA) mówiła jak ma być poruszana.