✨️ Obserwuj #mirkoanonim
ehh mirki mam już w pewien sposób dość swoich problemów psychicznych (autodiagnoza to #depresja #nerwica #fobiaspoleczna), ale przez nadmiar tychże problemów i kilkuletnie próby przechodzenia ich niczym grypy (że niby same przejdą) spowodowały, że jestem totalnym psychicznym degeneratem, w sensie nieuleczalnym. boje się, ze specjalista stwierdzi, że to wszystko sobie wymysliłem i dostanę diagnoze schizofrenii czy cos.
Przykład 1. Z bliskimi współpracownikami w kołchozie gadam normalnie, w sensie swobodnie skupiam się na rozmowie, tak mi się wydaję przynajmniej, że moge gadac i gadac. Dla odmiany jakiś czas temu kolega mnie zaprosił do siebie w mieszkaniu studenckim na piwo i rozmowę. Jeszcze nic nie wypiłem, byłem trzeźwy (byłem sobą) i chciałem skorzystać z toalety. Tam mijałem się z lokatorką kumpla, która o coś mnie zagadała (pytała się chyba co tu robie, czy kim w ogole jestem) i spontanicznie napadł mnie prawie atak paniki - pózniej sprawdziłem na zegarku a tam puls 120. Podczas tamtej sytuacji moją jedyną myślą było to, żeby stamtąd uciec.
Przykład 2. Robota w kołchozie. Już pomijam to, że jestem prawie najdłużej tu stażem, bo mimo jakiegos tam wykształcenia boję się, że zawsze będą lepsi ode mnie, a ja się tylko ośmieszę. Wracając do przykładu. W robocie swobodnie gadam sobie z kierownikiem na służbowe i prywatne tematy (wspólne hobby). Podczas takiej sytuacji w mojej głowie nie ma strachu, lęku tylko pełne skupienie na temacie. Inaczej jest z dyrektorem, bo z nim mam mniej styczności. W czasie rozmowy czuję, że łamie mi się głos, albo w ogóle zakres słów spadł do minimum i ciągle się powtarzam. W końcu nad tym tylko myślę, żeby uniknąć zdemaskowania się przed przełożonym, że cos ze mną nie tak. Natomiast rozmowy kwalifikacyjne to dla mnie w ogóle trauma albo jak jakieś przesłuchanie. Próbowałem nawet tworzyć sobie ekspozycje tego typu sytuacji w głowie, ale nawet wtedy czuję, że napinają mi się mięśnie, oddech staje się płytszy, a serce uderza
ehh mirki mam już w pewien sposób dość swoich problemów psychicznych (autodiagnoza to #depresja #nerwica #fobiaspoleczna), ale przez nadmiar tychże problemów i kilkuletnie próby przechodzenia ich niczym grypy (że niby same przejdą) spowodowały, że jestem totalnym psychicznym degeneratem, w sensie nieuleczalnym. boje się, ze specjalista stwierdzi, że to wszystko sobie wymysliłem i dostanę diagnoze schizofrenii czy cos.
Przykład 1. Z bliskimi współpracownikami w kołchozie gadam normalnie, w sensie swobodnie skupiam się na rozmowie, tak mi się wydaję przynajmniej, że moge gadac i gadac. Dla odmiany jakiś czas temu kolega mnie zaprosił do siebie w mieszkaniu studenckim na piwo i rozmowę. Jeszcze nic nie wypiłem, byłem trzeźwy (byłem sobą) i chciałem skorzystać z toalety. Tam mijałem się z lokatorką kumpla, która o coś mnie zagadała (pytała się chyba co tu robie, czy kim w ogole jestem) i spontanicznie napadł mnie prawie atak paniki - pózniej sprawdziłem na zegarku a tam puls 120. Podczas tamtej sytuacji moją jedyną myślą było to, żeby stamtąd uciec.
Przykład 2. Robota w kołchozie. Już pomijam to, że jestem prawie najdłużej tu stażem, bo mimo jakiegos tam wykształcenia boję się, że zawsze będą lepsi ode mnie, a ja się tylko ośmieszę. Wracając do przykładu. W robocie swobodnie gadam sobie z kierownikiem na służbowe i prywatne tematy (wspólne hobby). Podczas takiej sytuacji w mojej głowie nie ma strachu, lęku tylko pełne skupienie na temacie. Inaczej jest z dyrektorem, bo z nim mam mniej styczności. W czasie rozmowy czuję, że łamie mi się głos, albo w ogóle zakres słów spadł do minimum i ciągle się powtarzam. W końcu nad tym tylko myślę, żeby uniknąć zdemaskowania się przed przełożonym, że cos ze mną nie tak. Natomiast rozmowy kwalifikacyjne to dla mnie w ogóle trauma albo jak jakieś przesłuchanie. Próbowałem nawet tworzyć sobie ekspozycje tego typu sytuacji w głowie, ale nawet wtedy czuję, że napinają mi się mięśnie, oddech staje się płytszy, a serce uderza



























Czy ktoś z Was ma doświadczenie w schodzeniu z najwyższej dawki Pregabaliny (600 mg)?
Biorę od 7 lat razem z innymi lekami - obecnie z escitalopramem. Mam sporo objawów niepożądanych, więc chcę ostawić albo chociaż zmniejszyć tą dawkę powoli (600 biorę od jakiegoś roku) ale zeszłam o 25 i już czuję wzmożone lęki. Teraz po 2 msc
nie zachowujesz się dizajnie po benzo wcale w dawkach terapeutycznych. biorąc minimalną skuteczną dawkę masz normalne zachowanie i nikt nie zgadnie, ze na tym jesteś. dopiero jak weźmiesz za dużo aby się #!$%@?ć to jesteś obrazem ludzkiego zeszmacenia.
@akalinka zależy co rozumiesz przez częśto ogólnie, parę razy w tygodniu nie uzależni fizycznie tak samo codziennie przez ~2 tygodnie.
na odwyku bo byś musiała brać ten lorafen (w sumie to coś innego wtedy, dłużej działajćego) codziennie
@10129: Jak przestaniesz brać to się dopiero dowiesz czy jesteś uzależniony.
źródło: bbbbbbbbbbbb
Pobierz