@A330: prawda. Za dzieciaka też byłam wypychana na wakacje na wieś do babci i dziadka. Raz się zbuntowali i odmówili, tłumacząc się remontem. Ale ból tyłka był ze strony rodziców, że jak to tak można. Sami nie są zainteresowani by mi pomóc, ojciec się czasem zajmie córką, ale matka to posadzi ją przed YT i zrobi zdjęcie by ciotka widziała jaką to jest dobrą babcią. Dziecko wraca po krótkiej wizycie
@Alutta: moja matka miała dwójkę dzieci, ja teraz też czekam na drugie. Cały czas mnie straszy, że będzie ciężko, że jak ja sobie poradzę, że ona się tak "martwi" (no martwi, i w czym mi to ma niby pomóc?). Macierzyństwo jest przedstawiane jako udręka. Wiecznie gada mi o swojej młodej sąsiadce, która niby nie daje dzieciom słodyczy i tak super sobie radzi, jest taka zorganizowana bla bla. Tylko że tam
@badylarz: no to mamy identycznie. Ty narzekasz na teściową, a ja na matkę. Matka zaprasza nas na obiad, ale wszystko inne jest ważniejsze, a jak już uda jej się usiąść to od razu bierze w rękę telefon i pokazuje mi swoje koleżanki na FB albo baby od Thermomixa... Z wnuczką zero relacji. Ojciec niby się bawi z dzieckiem, ale zaraz jest wpychanie słodyczy albo włączanie Psiego Patrolu na kompie, nawet
@pepe998: jasne, że nie chcą. W razie wpadki to kobieta zostaje z problemem, większość z nich odrzuca aborcję lub oddanie dziecka do adopcji, same ponoszą trud wychowania, bo pan partner był za młody i nie był gotowy na bycie ojcem. To nas kobiety straszy się tym, że po 30 jesteśmy już stare i nasz materiał genetyczny jest przeterminowany, nie to co wy, 40-letnie zakolaki podrywające 20-tki na tinderze. Niech większość
"Kiedyś udane życie kobiety w wieku 30 lat oznaczało męża i dzieci. Dziś częściej mówi się o podróżach, karierze, spędzaniu czasu ze znajomymi" - demograf wymienia to jako jedną z przyczyn niskiej dzietności, inną jest to, że mężczyźni zostali na prowincji, a kobiety wyjechały do dużych miast.
Prywatne gabinety zamiast ratunku stają się pułapką. Rosną ceny, spada jakość, a skarg do RPP przybywa z każdym miesiącem. Nawet 300 zł za trzyminutową wizytę. Gdzie kończy się leczenie, a zaczyna biznes?
Wizyta u ginekologa z powodu infekcji. 230 zł + doliczone dodatkowe badanie USG (bez pytania) za 50 zł. Leki na receptę około 50 zł. Wizyta trwała z 10 min, pan doktor od wejścia był wielce obrażony i wypowiedział może z 3 zdania, badania USG nawet nie skomentował. A potem dziwić się, że ludzie nie chodzą do lekarza, kobiety nie robią profilaktycznych badań i kupują na potęgę reklamowane leki bez recepty. Już nawet
@PustynnyDuch: nie myśl tak, na pewno masz rodziców czy rodzeństwo, którzy się o Ciebie martwią. Mój śp. dziadek bardzo cierpiał, chudł i wymiotował po każdym posiłku. Do lekarza jednak nie chciał iść, bo starsi ludzie tak mają, że obawiają się szpitala i tego, że już z niego nie wyjdą. Dziadek poszedł jak już było za późno, a ból był niemiłosierny. Diagnoza: rak żołądka i rokowanie, że przeżyje 2-3 lata. Zmarł
@BrakWolnegoLoginu: przez lata miałam problem z trądzikiem, wydawałam kasę na prywatne wizyty. Nikt nigdy nie zlecił dodatkowych badań, nie szukał przyczyn problemu tylko cyk i antybiotyk w maści, który wypalał skórę. Zaczęłam więc korzystać z wizyt online, które są połowę tańsze i nigdzie nie trzeba chodzić, a efekt ten sam: recepta.
@tenloginnieistnieje: nie mam nic przeciwko temu, że się cenią, bo w końcu poświęcili lata na naukę i chcą godnie zarabiać, mają prawo, jest popyt jest podaż. Problem w tym, że po drodze minęli się z powołaniem i stali się biznesmenami. Płacisz grube pieniądze za wizytę i oczekujesz pomocy i przede wszystkim empatii, a coraz częściej spotykasz naburmuszonego doktora, który Ci robi łaskę i wypisuje jedynie receptę.
@SzycheU: a ja już różnie, jak przypadek nie jest pilny to wolę poczekać. Znam chamów, którzy przyjmują prywatnie, jak i miłych i empatycznych lekarzy, do których można iść w ramach NFZ. Kasa już niczego nie gwarantuje.
@galicjanin: u mojego męża w pracy emeryci dalej pracują. Obawiają się klątwy, bo każdy, który prawilnie przeszedł na emeryturę zaraz umierał, więc wolą chodzić do zakładu.
Mając do wyboru Poznań, Szczecin, Bydgoszcz, Toruń, Gdańsk, Gdynia, Olsztyn, Gorzów, które miasto z przyległościami byście skreślali zupełnie pod względem rynku pracy, perspektyw, rozwoju, różnicy w cenach na tle reszty kraju, ogólnej opłacalności inwestycji w mieszkanie dla siebie? Jest w ogóle takie, które byście kompletnie odrzucili? Zakładając, że relokacja nie stanowi problemu. Praca w IT, na razie zdalna.
@Co_tu_sie_odjaniepawla: niby tak, ale mieszkanie w mieście zawsze sprzedasz, a w miasteczku powiatowym to nie jest takie pewne. Jak kolegę stać to niech kupuje w mieście.
@abracadaver: niestety się zgadzam. Urodziłam się w Olsztynie, ukończyłam tutaj studia, potem wyjechałam za granicę, ale postanowiłam wrócić i zapuścić korzenie, bo całe życie tutaj, rodzice tu mieszkają itd. Bardzo żałuję, fatalny rynek pracy. Jak ktoś stracił pracę w ostatnim roku to ciężko znaleźć coś innego. Próbowałam już dostać się do Lidla czy Biedronki i nie udało się. Rozważam albo wyprowadzkę do innego regionu albo ponowną emigrację. Ceny mieszkań już
@abracadaver: jestem osobą uprzywilejowaną, której rodzice zapewnili dobry start, mimo to uważam, że nie stać mnie na życie w Olsztynie. Nie chcę wiecznie wisieć na rodzicach, chciałabym wziąć swój kredyt na mieszkanie, ale w tym mieście nie widzę na to szans :( Wracając z emigracji wiedziałam, że będzie biedniej, no ale nie że aż tak. Najwięksi pracodawcy w mieście i okolicach: Michelin, Indykpol, Jutrzenka, Zalando, centrum dystrybucyjne Biedronki. Poza Michelinem
Na taki stan rzeczy ma wpływ kilka czynników, takich jak: samotność, brak dostępu do psychologów i psychiatrów, brak zrozumienia w rodzinie dla zaburzeń depresyjnych.
@mildwereczka: normalne. Masz plusa od baby (niestety). Byłam taką starszą siostrą, miałam sprzątać, gotować, dobrze się uczyć i być dumą rodziców, bo ktoś musi przynosić świadectwa z czerwonymi paskami jakby ciotka czy babka pytały. Brat nic nie musiał, fajnie było jak "nie przeszkadzał". Przed świętami dostawałam najbardziej bezsensowne zadania typu czyszczenie szczelin kaloryferów, a braciszek miał wyjść z domu ¯\(ツ)/¯ Do "męskich" czynności też nie był angażowany, ojcu się nie
@SmugglerFan: co za roszczeniowość :/ bardzo fajni rodzice skoro potrafili odłożyć 100.000 zł by syn miał na fajny start, a tu jeszcze fochy. Mogli wszystko przewalić na swoje zachcianki i sobie komfortowo pożyć zamiast inwestować w takiego pasożyta. Mój mąż dostał od rodziców mikrofalówkę i nie ma pretensji, a było tyle obiecywania, ziemia, budowa domu, taaa... Lepiej samemu sobie zarobić. Szkoda mi twoich rodziców.
@winsxspl: też znam takich ludzi, konkretnie to moi teściowie. Jak mają jakiś przypływ gotówki to kupują większy telewizor albo zmieniają samochód. Mój mąż wystarczająco się za dzieciaka napatrzył i z tego względu jest wyjątkową sknerą, ciągle planuje wydatki i sprawdza stan konta.
@vanschout: podważę twoją teorię. Mój mąż bardzo oszczędza, jak chce sobie coś kupić to mnie informuje, sprawdza stan konta i planuje budżet, bo po prostu musi by utrzymać rodzinę. Mój brat, czyli ten przegryw bez dziewczyny mieszka z rodzicami i przewala pieniądze na pierdoły typu piwko na mieście, bo mu się to po prostu należy i chce sobie pożyć. Rodzice mają go serdecznie dość, ale wiedzą, że z takim podejściem
@damian125: masz rację. Większość ludzi w tym kraju prowadzi życie na dość niskim poziomie, ale ma dach nad głową, ciepło w zimie, nie grozi im głód, czasem wyskoczą do jakiegoś McDonald's czy na kebsa, a raz w roku stać ich może na 4 dni nad morzem w jakimś pensjonacie czy na campingu. I to jest OK. Młodzi napatrzą się na Insta jak żyją celebrytki, jakie ubrania noszą, jakich kosmetyków używają
@mikolaj332: no to akurat masz przykład tatusia, który miał sprawować opiekę nad dzieckiem i to spieprzył... A tak niby walczycie w sądach o opiekę, ale złe sędziny w 98% przyznają ją matce, która tylko czeka na alimenty.
Choć bezrobocie w Polsce w dalszym ciągu pozostaje na niskim poziomie, to - jak wskazują eksperci - rekordowej liczby zapowiadanych zwolnień grupowych nie należy bagatelizować.
@mateuszwajcheprzeloz2: normalne, Grażynki na FB sądzą to samo, że młode matki dostały 800+, za które robią paznokcie i tatuaże i po co pracować jak państwo DAJE. Kraj mlekiem i miodem płynący, tylko czekać na socjale, kiedyś tego nie było. Te same Grażyny często same są babciami, nie zamierzają pomagać przy wnukach, bo "swoje już wychowały", a same korzystały z pomocy dziadków ile mogły. Fajnie się tak ustawić za 800+ by
Po co studiować skoro Janusz zaproponuje 3329 zł na rękę i jeszcze będzie robił łaskę, że w ogóle zatrudnia i daje szansę? Po roku stwierdzi, że w tej cenie przydałaby mu się osoba "władająca językami obcymi", a w ogóle to jest biednym przedsiębiorcą i najniższa krajowa to zdecydowanie za dużo dla takiego absolwenta. Lepiej iść do zawodówki od razu i starać się o posadę w Lidlu czy Biedronce, przynajmniej oferują umowę o
@muak47: ostatnio na FB był lament, że młodzi są roszczeniowi i nie chce im się zbierać owoców za śmieszne wynagrodzenie, a przecież praca w pocie czoła uszlachetnia i uczy wartości pieniądza. Jestem za tym by młodzi sobie dorabiali, ale nie róbmy z nich niewolników i nie wmawiajmy im, że robienie z siebie naiwniaka jest szlachetne.
@essos: też mam to samo. Nagle się czujesz jak odrzutek, na spotkaniach z innymi rodzicami podczas urodzinek na salach zabaw słyszysz ile kto zarabia, jaką ma zdolność kredytową i gdzie jedzie na wakacje, a Ciebie te tematy w ogóle nie dotyczą. No i to nie jest tak, że mi się nie chce pracować, bo poszłabym już gdziekolwiek. No ale jak mam wydać tyle co zarobię w Januszexie na nianię, bo
@BrakWolnegoLoginu: jestem w takiej sytuacji niejako z przymusu, przez długi czas nie mogłam znaleźć takiej pracy by zgrać ją ze zmianami męża, a mamy małe dziecko. Doszliśmy do wniosku, że jak mam iść do jakiejkolwiek pracy i płacić za nianię to nam się to nie kalkuluje. Nie jestem z tego dumna, wolałabym pracować, mieć pieniądze, czuć satysfakcję, że jestem przydatna społecznie. To działa bardzo dołująco jak ludzie wokół robią kariery,
@malkontent: 5 lat temu wróciłam do Polski z UK i niestety stwierdzam, że ten czas w kraju był dla mnie zmarnowany z perspektywy finansowo-zawodowej. Najbardziej przeorała mnie praca za marne grosze u prywaciarza, która miała być niby inwestycją. Ani kasy ani sensownego doświadczenia i tylko się człowiek męczył niepotrzebnie dla gównianego wpisu do CV.
@BrakWolnegoLoginu: no ale jakie wielkie oburzenie jest, bo np. w Sosnowcu ma być przedszkole czynne do 20 dla ludzi pracujących na zmiany. Zaraz jest lament, że po co decydować się na dzieci jak się nie ma dla nich czasu, tak jakby każdy pracował w urzędzie w godzinach 7-15. Z drugiej strony jak nie pracujesz to jesteś pasożytem i madką 800+.
@mirko_anonim: tak. Najbardziej męczy mnie to, że ich towarzystwo jest takie dołujące. Ojciec bez matki jest w porządku, bawi się z wnuczką, żartuje, można z nim porozmawiać na lekkie tematy i trochę odpocząć od trosk dnia codziennego. Za to matka... Wiecznie nieszczęśliwa, zmęczona, wszyscy jej dokuczają, każdy czegoś od niej chce. Zauważyłam, że ona potrafi kilka dni nie dzwonić, a jak już dzwoni to po to by się żalić i
@basketm: no ja od swojego usłyszałam, że on "lubi pomagać młodym kobietom". Praca za 3329 zł netto i wymagane wykształcenie wyższe. Ostatecznie nie dał mi kolejnej umowy, ale był z siebie bardzo zadowolony, że dał mi szansę i tyle we mnie zainwestował.
@bin-bash: no wszystko fajnie, ale postaw się w sytuacji młodej kobiety. Czego nie zrobi to będzie źle. Postanowi zostać singielką, która wyjeżdża na sexwczasy: "typowa p0lka, to przez takie dzieci się nie rodzą". Postawi na rodzinę: "krowa rozpłodowa, utrzymanka, żyje za 800+, pasożyt". Stara się połączyć karierę i macierzyństwo: "A co kogo obchodzi twój dzieciak, chciałaś to masz, nikt nie będzie za ciebie robił. Jak nie dajesz sobie rady to
W czerwcu 2024 pomimo obietnic nie dostałam kolejnej umowy (tym razem miała być na czas nieokreślony). Zapisałam się do urzędu pracy i liczyłam na to, że pomogą, sama też działałam. Dostałam dwa skierowania do biur, jedna babka mówiła, że już kogoś znalazła, druga nawet na mnie nie spojrzała, podbiła kwit, że byłam i później zero odzewu. Po czterech miesiącach bezrobocia w desperacji poszłam do niemieckiego kołchozu, gdzie zatrudniła mnie agencja pracy tymczasowej.
@jamniczek_trailowy: ja też nie, według nich jestem wykształcona i sama powinnam sobie radzić. Raz mi pomogli organizując staż, po którym dostałam dwie umowy i na tym się skończyło. Poszłabym na kolejny staż, nawet za darmo, ale niestety jestem już za stara.
@Project_Yi: jak szłam ze skierowaniem to podstawowym pytaniem było czy jestem zainteresowana pracą czy tylko pieczątką. Trochę mnie to zdziwiło, że ludzie na bezrobociu tak sobie wybrzydzają, bo ja brałabym już cokolwiek.
@dalekosieznyDzezail: też zostałam wysłana na te targi, mimo że byłam już w ciąży i niestety pomimo nawet chęci nie mogłam podjąć pracy. Poszłam po pieczątkę, rozejrzałam się i tyle.
W ostatnich dniach afera związana z tablicami alimentacyjnymi wstrząsnęła Polską. Była to jedna z pierwszych takich sytuacji, kiedy sprzeciw opinii publicznej działał na korzyść walki mężczyzn z systemem.
@mam_mozg: no właśnie. Oni nie zdają sobie sprawy z czym się mierzy przeciętna matka po rozwodzie, która samotnie wychowuje dziecko, a pan tata zabiera je czasem w weekend jak ma czas. Mam koleżanki po rozstaniach i widzę, że nie jest im łatwo.
@Kuzco: znam jedną kobietę, która po rozstaniu z mężem zostawiła dziecko ojcu, nie płaciła alimentów, bo stwierdziła, że na dziecko jest 500+ i ojcu powinno wystarczyć. Teraz ma nowego męża i siedzi w Turcji. Zachowała się jak typowy facet, a jest na nią taka nagonka, ciekawe dlaczego ( ͡º͜ʖ͡º)
To rzeczywista historia z warszawskiego Śródmieścia. Przez kilka miesięcy 20-letnia kobieta wywoływała fałszywe alarmy, zgłaszając pożary i inne poważne zagrożenia. Tłumaczyła, że część fałszywych alarmów została rzekomo wygenerowana bez jej wiedzy przez złośliwą aplikację.
@kinkykylie: jakbym o swojej czytała. Niestety jestem kilka lat starsza od Ciebie i mam już swoją rodzinę, więc tym bardziej powinnam mieć "normalną pracę w biurze". Pracowałam w biurze, zaczynałam od stażu. Miałam ten sam problem co Ty, praca była monotonna i po prostu nikomu niepotrzebna. Już większy sens widziałam w pracy w spożywczaku, bo chociaż towar wykładałam czy wkładałam bułki do pieca, z czego klienci mieli realną korzyść. Niestety
@gaga-jaga: "jakaś Marzenka" :D pani Marzena była najbardziej j€bnietym babskiem z biura, jakie w życiu poznałam, imię idealnie pasuje, uśmiechnęłam się
@yazir: mój mąż jest spawaczem, ukończył technikum, a potem poszedł na kurs. Ma fajną pracę, trochę monotonną, ale zero stresu, ma dobrych kolegów, satysfakcjonujące zarobki. Moja matka ma tę wspaniałą pracę biurową i po 25 latach pracy w jednej firmie jako księgowa nie zarabia tyle co mój mąż. W każdą niedzielę wieczorem płacze, że jutro znów musi iść do pracy i "oby do emerytury". Za młodu ciągle mi wbijała do
@Mathas: a wiesz ile w zeszłym roku zarabiałam w pracy biurowej, w której było wymagane wykształcenie wyższe (jakiekolwiek, ale papierek musiał być)? 3329 zł miesięcznie. Chłopak jest młody, ma jeszcze dużo czasu by wybrać ścieżkę kariery. Niech próbuje różnych rzeczy, może z czasem pójdzie na jakiś kurs, do szkoły policealnej lub otworzy własny biznes.
@yazir: pisał też, że pracownicy biurowi mają świetlane perspektywy i pracodawca tylko czeka by dać im awans. Taaa... Większość osób (szczególnie kobiet) chce teraz pracować w biurze, ma jakieś tam wykształcenie wyższe typu administracja albo zarządzanie, zna angielski na B1 i podstawy Excela. Taką osobę bardzo łatwo zastąpić, a ona potem mierzy się z szukaniem nowej pracy, którą nie tak łatwo w tych czasach znaleźć gdy jest taka konkurencja. Życzę
@mirko_anonim: miło, że jako osoba zaradna i ogarnięta życiowo potrafisz być empatyczna wobec osób, które nie są przedsiębiorcze i często nie mają szczęścia w życiu. Gadanie rodziców trzeba olać, moja teściowa zaciążyła jeszcze przed odebraniem dowodu osobistego. Nie miała zbytnio wyjścia i przyszła mieszkać do teściów. Lubi podkreślać jak to ona wszystko sama osiągnęła. Gra w totolotka byśmy mogli kupić większe mieszkanie, to w którym mieszkamy kupili moi rodzice i