Oglądam nagranie z pożaru w Szwajcarii. Na pierwszych ujęciach ogień jest już widoczny, realny, groźny — a mimo to wokół stoi tłum ludzi z telefonami w rękach. Śmiech, nagrywanie, skakanie, jakby to było widowisko albo atrakcja.
Chwilę później kolejna scena: pożar rozwinięty, panika, ludzie desperacko próbują wydostać się z lokalu. Strach, chaos, realne zagrożenie życia. A na zewnątrz… znowu


















Bez problemu byłbym w stanie dzisiaj znaleźć takie rodziny jak ze zdjęcia xD Bywam czasami w Polsce B na terenach bardzo wiejskich, gdzie jest bardzo daleko do jakiegokolwiek większego ośrodka miejskiego i nadal takie rodziny istnieją.
Tylko niech się tu ktoś nie oburza, bo nie twierdzę, że wszędzie tak jest.