@mirko_anonim ja nie lubię behawioralnej, po pierwsze ze względu na to, że takich terapeutów jest najwięcej, każda Julka może taka zostać, więc statystycznie największa szansa na trafienie na kogoś słabego. Po drugie nie przekonuje mnie zmiana swojego życia poprzez zmianę zachowań, kojarzy mi się to z tresurą samego siebie i wymaga dużych nakładów energii, a ostatecznie i tak kończy się failem, bo to nie było coś, w co wierzę. W innych
  • Odpowiedz
Mam taką rozkminę.

Załóżmy, że jedno z waszych dzieci, lub wy (albo wasz partner/ka) ma fobie, lęki, ataki paniki i duszności nawet podczas wyjścia do sklepu, a drugie dziecko lub wasz partner (albo wy) ma depresję z ciężkimi epizodami z pojawiającymi się już myślami samodestrukcyjnymi.

Stać was tylko na jedną terapię na raz.

#logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #terapia #psychologia #zdrowie #

Kto według was powinien pierwszy skorzystać z pomocy specjalisty?

  • Osoba z lękami, panikami i histerią 16.1% (9)
  • Osoba chora na depresję 28.6% (16)
  • Za wszelką cenę trzeba zarobić na obie terapie 55.4% (31)

Oddanych głosów: 56

  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@przegrywam_przez_miasto: w leczeniu depresji, takiej zdiagnozowanej klinicznej (gdzie jest ostra anhedonia, a nie komuś chwilowo smutno) to najczęściej jest grany psycholog (praca nad sobą) + psychiatra (farmakoterapia). Jedno uzupełnia drugie gdzie leki pomagają łagodzić objawy, a terapia pracować nad wzorcami zachowań. I nawet mimo tego takie leczenie trwa zwykle latami. To nie jest leczenie grypy gdzie można kogoś w miesiąc lekami wyleczyć i już później człowiek żyje normalnie. Sam całkiem
  • Odpowiedz
Jak radzicie sobie z potrzebą bliskości? Aktualnie już 2 miesiące po rozstaniu mam ją przeogromną. Nie, że nie radzę sobie tylko z tym stanem rzeczy tylko też z życiem. W ogóle mnie ono nie cieszy. Budzę się z bólem emocjonalnym, stresem, lękiem i towarzyszy mi to cały dzień.Prawie wszystkie rozmowy z ludzmi,które prowadzę w ogóle nie są pozytywne. Bardzo potrzebuję ludzi pozytywnych w okół siebie i wtedy też podczas takeij rozmowy na
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@trzeciSLAW: W tym roku będzie już 6 lat, idzie się przyzwyczaić, szczególnie że moja była znalazła szybko drugiego gacha a po nim wielu innych, więc tym bardziej zapomniałem o przywiązaniu i też do tego poczucia bliskości. Czy tak długo mnie boli? Nie, ale faktycznie lepiej skupić się na sobie i zająć się sobą tak dobrze i sumiennie, żeby do następnej relacji podejść zdrowo. Ewentualne twoje niewyleczone smutki i przygnębienie nowo
  • Odpowiedz
@trzeciSLAW: Nie bądź zbyt surowy dla siebie - to nie koniec świata. Będziesz miał jeszcze wiele okazji do zadowolenia i szczęścia. Z niepowodzeń wyciągnij naukę. Jeśli dostrzegasz w swoim zachowaniu coś, co sprawia, że cierpisz ty i inni, możesz to zmienić – nic nie jest wyryte w kamieniu.

Nawet twoje negatywne zachowania w związku nie określają tego, kim naprawdę jesteś. W dużej mierze są to wzorce, które półświadomie przejmujemy od
  • Odpowiedz
Jak myślicie:

Czy jeśli zmiana w karierze wpływa nie tylko na tematy zawodowe ale i na dom rodzinny, czas spędzany z dziećmi itd. to nie można mówić o „wychodzeniu ze strefy komfortu” i rozwoju, a o zwyczajnym krzywdzeniu siebie i rodziny?

Robię ostatnio „rachunek sumienia” i dochodzę do wniosku że pojęcie wyjścia ze strefy komfortu i jej „poszerzenie” ma zastosowanie tylko zawodowe. Dodatkowy stres w życiu prywatnym to taka „praca nad strefą

Zmiany zawodowe wpływające na rodzinę to…

  • Opuszczanie strefy komfortu i jej rozbudowa 14.7% (5)
  • Głupota, rodzina jest najwazniejsza 38.2% (13)
  • To zależy od konkretnej sytuacji 47.1% (16)

Oddanych głosów: 34

  • 10
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

a o zwyczajnym krzywdzeniu siebie i rodziny?


@Grzesiok: To zależy od Twojej umowy z partnerką jak to ma wyglądać, czy macie dogadane, że narazie się skupiasz na rozwoju zawodowym i reszta z wiadomych przyczyn schodzi trochę na dalszy plan (tymczasowo) czy jest to na tyle duży problem, że nie ma Cię w odmu kiedy dzieci dorastają.

dochodzę do wniosku że pojęcie wyjścia ze strefy komfortu i jej „poszerzenie” ma zastosowanie
  • Odpowiedz
@vvn81: Nigdy mi się od samego gadania o problemach nie polepszyło, potrzebowałbym konkretnych rozwiązań na konkretne problemy, z czego część jest niezależna ode mnie i nie jestem w stanie tego zmienić
  • Odpowiedz
Chyba niechcący zesrałem sobie work-life balance.

Czy FOMO dotyczy tylko informacji ogólnodostępnych np. newsów, YouTube czy również życia prywatnego?
A może to jakiś lęk separacyjny?

Kilka miesięcy temu przeniosłem się w strukturach korporacji do innego kraju. Będąc w Polsce kilka razy w tygodniu po pracy zajmowałem się samotnym wujem. Pomagalem mu w zakupach, pracach przy domu itd. Rodzice mają już 80 lat więc też wiekowo „posunięci” i martwię sie o nich. W kraju zostali znajomi
  • 20
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Grzesiok: mi się wydaje to normalne, że tęskni się za swoimi śmieciami, ale nie kwestionuje, że możesz taki lęk mocniej odczuwać, chociaż ja bym nie opuścił swojego miejsca. Tu mam zbudowane swoje poczucie stabilności i bezpieczeństwa, relacje, wyrwany z tego czuł bym się pospinany, troche w stylu starych drzew się nie przesadza :) Też wolę swój kwadrat, niż wynajmowane luksusy. Tzn na wynajmowanym nie czuje się jakoś źle ale swoje
  • Odpowiedz
@Grzesiok moim zdaniem to nie fomo bo to stwierdzenie odnosi się do innych rzeczy, raczej jesteś po prostu homesick, a jak napisałeś o swojej historii to tylko potwierdza za czym tęsknisz, ewentualnie nawet w głowie to idealizujesz bo nigdy tego nie miałeś w dużych ilościach
  • Odpowiedz
Cześć Mirki, mam pytanie do Mirków, ktorzy przechodzili bądź przechodzą psychoterapię. Po jakim czasie (o ile w ogole) zauważyliście jakies efekty? Jak mniej więcej u Was przebiegała psychoterapia?
Przechodzę obecnie dość mocny epizod depresyjny i od półtora miesiąca uczęszczam na psychoterapię ale szczerze mowiac nie widze żadnych efektów. Przez godzine opowiadam o swoich przykrych wydarzeniach z życia lub o obecnych problemach i w sumie to tyle. Zastanawiam sie czy moze to z
  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Niestety nie ma reguły. Każda osoba reaguje inaczej na psychoterapię. Ja po trzech miesiącach wpadłem w euforię z powodu efektów potem po kolejnych dwóch miesiącach przekonałem się że szczyt który w swoim mniemaniu osiągnąłem to przełęcz ;) Teraz po dwóch latach czuję że stabilizuję się na dobrym poziomie. Czas i wyzbyciem się zniecierpliwienia. Powodzenia
  • Odpowiedz
@glazurnik21: Zdecydowanie leczenie farmakologiczne to jest konieczność i to nie tylko do ustąpienia objawów, ale również do czasu konkretnej stabilizacji. Co do psychoterapii, to pytanie w jakim nurcie się ona odbywa. Bo jeżeli w psychodynamicznym, to normalne jest, że terapeuta nie reaguje nad wyraz emocjonalnie na Twoje słowa. Półtora miesiąca, to faktycznie krótko. Ja na terapii w nurcie psychodynamicznym zauważyłem pierwsze efekty po dobrych kilku miesiącach, a potem były góry
  • Odpowiedz