W poniedziałek życiówka na 10 km 48:28, przy okazji życiówka na 5 km 23:39. Leśne ścieżki.
Wtorek 15 km 5:21 min/km. Pół las, pół asfalt.
Życiówka na 10 km oczywiście cieszy, wreszcie udało się przebić słynne 50 min.
Dodatkową satysfakcję daje to, że wszystko dzieje się niejako "przy okazji", przy zwykłym treningu.
Każdy kilometr w tempie poniżej 5 min/km niesamowicie raduje. Zawsze była to wartość jakoś "odgórnie" uznawana przez mój mózg za wystarczającą - nigdy nie
Wtorek 15 km 5:21 min/km. Pół las, pół asfalt.
Życiówka na 10 km oczywiście cieszy, wreszcie udało się przebić słynne 50 min.
Dodatkową satysfakcję daje to, że wszystko dzieje się niejako "przy okazji", przy zwykłym treningu.
Każdy kilometr w tempie poniżej 5 min/km niesamowicie raduje. Zawsze była to wartość jakoś "odgórnie" uznawana przez mój mózg za wystarczającą - nigdy nie























cholera, 19 stopni ma być w niedziele xD biegnie ktoś z was w półmaratonie krakowskim?