Jest 3:14 w nocy. Idę do łazienki, boso, starając się nie obudzić domowników, a pod stopami czuję chłód terakoty, który przypomina mi o każdej błędnej decyzji podjętej w ciągu ostatnich czterdziestu lat. Zapalam światło. Oślepiająca biel bije po oczach jak przesłuchanie w tajnym więzieniu, a kiedy wzrok w końcu odzyskuje ostrość, widzę ich. Moich nocnych braci. Elitarną jednostkę srebrzystych komandosów.
Rybiki cukrowe.
Są tam, na środku podłogi, zastygłe w bezruchu jakby brały udział w
Rybiki cukrowe.
Są tam, na środku podłogi, zastygłe w bezruchu jakby brały udział w




























trali tralalla la, trali tralalla la
Zimą w domu, latem na balkonie
trali tralalla la, gramofon gra
I nic mnie nie przejmuje, Syreny płyty mam