Słowianie wierzyli podobno, że lasy są miejscami świętymi. Nie stawiali kościołów ani świątyń z kamienia – ich sanktuariami były właśnie puszcze i drzewa.

Dziś rano, zaraz po przebudzeniu, postanowiłem zamiast tradycyjnego przeglądania telefonu wybrać się na spacer. Wchodząc na pobliską górkę, zobaczyłem w oddali kościół. Pomyślałem, że zajrzę do środka – nie po to, by uczestniczyć we mszy, lecz aby zobaczyć jego wnętrze, poszukać symboli, które ostatnio zaczęły mnie interesować, i zwyczajnie pomodlić
  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@SmokStarodawny: dopiero co było na wykopalisku znalezisku o tym jak działają lasy na człowieka

A słowianie cóż - nie mieli za bardzo wyboru w wyborze obiektu swojej czci, bo jedyne co tu było to lasy ;)
  • Odpowiedz
Po jakichś dziesięciu latach od pierwszego zetknięcia z zen uznałem ni z tego, ni z owego, że wezmę się na poważnie za praktykę. Na razie od jakichś dwóch tygodni cisnę zazen, głównie mnie do tego skłoniła fantastyczna książka Trzy filary zen.

Zamówiłem sobie właśnie okrągłą poduchę zafu i jestem pełen zapału. Nawet chodzi mi po głowie zbratanie się z miejscową buddyjską społecznością i być może sformalizowanie mojej praktyki. Jakieś rady od weteranów
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Głównie mam problem z postawą podczas medytacji, nieważne jak sie ustawiam to boli mnie kark, góra pleców.


@budep: rozumiem , ja miałem wiele lat problem z kolanami i lędźwiową częścią kręgosłupa. Zmieniłem sposób siedzenia [ teraz w pozycji japońskiej Seiza ] , Na ból mi pomaga masaż i trochę yoga. To ostanie jest b.dobre tylko ja jestem za mało systematyczny [ ew leniwy ? ]
  • Odpowiedz
Mi się wydaje że czasami te wszelkie oobe i medytacje i inne rzeczy trzeba czasami odpuścić. Ludzie gonią za tymi doświadczeniami bo myślą że nagle odmieni to ich życie o 360 stopni, a w praktyce wszystko sprowadza się do dobrych przekonań i pracy nad charakterem.
  • Odpowiedz
Jedna z rzeczy, o których warto pamiętać w kontekście śmierci, to: nie przygotowujcie się na unicestwienie.
To strata czasu, ponieważ... tak naprawdę nigdy nie doświadczycie nieistnienia.
Jedyną rzeczą, jakiej kiedykolwiek doświadczycie, jest istnienie.
Kiedy buddyści mówią o przygotowaniu się na śmierć, w rzeczywistości mówią o przygotowaniu się na życie – co może brzmieć paradoksalnie.
Dla Buddhy śmierć to radykalne przejście – radykalna zmiana.
Z punktu widzenia filozofii – nie ma sensu przygotowywać się na nieistnienie, naprawdę nie
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@KrolWlosowzNosa: człowieka niebyt nie jest ani zły ani dobry, po prostu nie istnieje.
Jedynie proces przejścia w niebyt może straszyć, ale organizm szybko wyłącza świadomość w ekstremalnych przypadkach i nara.
Także te lęki są mocno wyolbrzymione.
  • Odpowiedz
  • 2
@KrolWlosowzNosa człowiek, jak sądzę, nie odczuwa leku przed nieistnieniem jako jakimś poczuciem, stanem, doświadczeniem... lęk i żal są przed "nie istnieniem", przed tym, że rzeczywistość będzie toczyła się bez nas, że stracimy to wszystko, czego byśmy doświadczali dalej gdybyśmy nie umarli.

Względnie jest to strach przed istnieniem właśnie, ale to już inna historia ;)
  • Odpowiedz