Tradycja witania gości otwartymi ramionami, trunkami i zastawionym stołem nie jest w Polsce nowa. Uczty cenione były już od czasów średniowiecznych. Stawały się okazją nie tylko do zakosztowania przyjemności stołu, ale i zademonstrowania swojej zamożności, koligacji rodzinnych i sąsiedzkich oraz przerwania monotonii dnia codziennego. Pisano wtedy o ucztach „wesół nikt nie będzie – azaliż gdy za stołem siędzie – toż wszego myślenia zbędzie.”[1] O ile już w wtedy widziano w biesiadach okazję
Pobierz sropo - Tradycja witania gości otwartymi ramionami, trunkami i zastawionym stołem nie...
źródło: comment_1590655751vfRgYxDnoUGxZivNNT5tCa.jpg
Nigdy nie zrozumiem tego fenomenu imprezowania. Niektórzy zamiast normalnie wyjść na alko w plenerze, albo chociażby do baru w dwie/trzy/cztery osoby, to organizują jakieś domówki/chodzą do klubów, gdzie przebywa oprócz nich po kilkadziesiąt osób. Ani normalnie nie pogadasz o polityce, ani nie masz okazji popróbować drogiego alko(bo nie ukrywajmy, że tam pije się głównie jakiś tani syf), ani nic.
Jeszcze jakby seksy były zagwarantowane na imprezach, to ok, ale sytuacje w stylu
@kimjajestem999: Po prostu (uwaga, odkrycie roku) ludzie są różni. Jedni lubią towarzystwo wielu osób naraz, inni czują się przytłoczeni, kiedy przebywają w zbyt dużym gronie. Jedni lubią pogadać, inni potańczyć. Jedni lubią poznawać nowych ludzi, inni czują się komfortowo tylko wśród tych, których dobrze znają.
Ty nie rozumiesz fenomenu imprez, ja nie rozumiem, jak można uprawiać seks z koleżanką, czyli osobą spoza związku czy kimś, kim nie jesteśmy zainteresowani na poważnie.