Zdaniem ekspertów sporą zmianę na rynku mieszkaniowym spowoduje kryzys demograficzny. Za dwie dekady będziemy krajem milionów pustostanów sprzedawanych nawet za symbolicznego złotego
Mieszkania za grosze będą tam, gdzie nikt nie chce mieszkać, czyli na jakichś prowincjonalnych wioskach i w miasteczkach, w których nie będzie komu utrzymywać infrastruktury.
"Eksperci alarmują: już za dwie dekady Polska może stać się krajem milionów pustostanów, a niektóre domy będą sprzedawane za symboliczne kwoty. Wszystko przez dramatyczne zmiany demograficzne, które odmienią rynek mieszkaniowy i wpłyną na życie w wielu regionach kraju."
GZM szybko się wyludnia, ale ludzi jest tutaj na tyle dużo, że w przyszłości nadal będzie to w miarę liczący się ośrodek.
Zakładam jednak dalszy wzrost nierówności między poszczególnymi miastami - takie Katowice, Gliwice, Tychy i Mikołów będą sobie dobrze radzić, a Będzin, Świony czy Zabrze będą się coraz bardziej zwijać.
W najgorszej sytuacji są miejscowości położone z dala od dużych miast, w odległości większej niż te 30-40 km od wojewódzkiego. Demografia i migracje wewnętrzne wydrenują takie miejsca z ludności (co właściwie już się dzieje).
GZM szybko się wyludnia, ale ludzi jest tutaj na tyle dużo, że w przyszłości nadal będzie to w miarę liczący się ośrodek.
Zakładam jednak dalszy wzrost nierówności między poszczególnymi miastami - takie Katowice, Gliwice, Tychy i Mikołów będą
Kobiety wolą partnerów wyższych od nich średnio o 21 cm, mężczyznom wystarcza o 8 cm niższa partnerka. Wyżsi ludzie zarabiają więcej i częściej awansują. Heightyzm dyskryminacja ze względu na wzrost działa nie tylko na rynku randkowym, lecz także na rynku pracy.
Artykuł podkreśla bardzo silną i wręcz niesamowitą centralizację kraju większość osób wybiera przeprowadzkę do miast wojewódzkich, które przyciągają mieszkańców mniejszych miejscowości i coraz mocniej dominują nad swoim zapleczem regionalnym.
Its ołwa dla Polski powiatowej - albo będą tam pustkowia albo sporo mniejszych miejscowości przejmą obcokrajowcy sprowadzani przez lokalne januszexy (najbardziej peryferyjne mieściny wymrą nawet w warunkach masowej imigracji).
W powiecie, gdzie mieszka moja dalsza rodzina, bezrobocie też oficjalnie nie jest wysokie, ale połowa młodych chłopów, która tam została się nie rejestrowała, bo wolą pić pod sklepem cały dzień (a roboty i tak by dla nich nie było).
Jeśli chodzi o małe miejscowości blisko top 5, to one rzeczywiście się rozwijają. Reszta kraju się zwija, zobacz raport o średnich miastach tracących funkcje spoleczno-gospodarcze (bodajże az 137 miast i to wcale nie takich małych).
@Arivederczi Prowincję mogłaby poratować praca zdalna. Jeśliby rząd zachęcał do pracy zdalnej na terenie Polski, to wiele osób mogłoby mieszkać gdziekolwiek. Oczywiście praca zdalna w ramach dbałości o klimat, bo przecież nie jedziesz samochodem do pracy, to nie wytwarzasz spalin ( ͡°͜ʖ͡°)
A obecnie trend jest odwrotny - firmy forsują powrót do biur. Miastom wojewódzkim też jest to na rękę, więc nie liczyłbym
@SilesianPill: kurde, trochę tak jest. Moi rodzice chcieli żebym studiował, ale w sporym powiatowym, a siostry wysłali na studia do Krakowa, ale to dlatego, że mając z głowy utrzymanie 2 synów, stać ich było na wysłanie córek do dużego miasta. Ostatecznie, z bólem przyjąłem to kilkuhektarowe gospodarstwo warte parę milionów¯\(ツ)/¯
@SilesianPill: Te Dubicze Cerkiewne to chyba TOP zadupie w Polsce - przy granicy z Białorusią, infrastruktura tragiczna, wszędzie daleko. Ta gmina chyba jako pierwsza całkowicie wymrze. Nie wyobrażam sobie tam mieszkać.
Prognozy wskazują, że w roku 2030, z bardzo dużym prawdopodobieństwem, w co w czwartym samorządzie miejsko-wiejskim nie zostanie utworzona ani jedna klasa pierwsza podstawówki.
Chodziło mi o to, że taki obwarzanek się rozwija i są tam jakieś perspektywy, a taka typowa Polska powiatowa to jest śmierć za życia i nie dziwię się, że kobiety (co sprytniejsi faceci też) stamtąd wyjeżdżają.
Najnowsze dane wskazują, że wiele mniejszych miast i gmin zmaga się z dramatycznym spadkiem ludności, podczas gdy obszary wokół dużych aglomeracji przyciągają nowych mieszkańców.
Tez zauważyliście jak Polska się zwija? Jaką przyszłość będą miały obecnie rodzone pokolenia czy też takie, które maja teraz kilka lat?
W mojej rodzinnej gminnej mieścinie gdzie kiedyś mieszkałem zamknięto największy zakład pracy, który dawał pracę kilkuset osobom. Wszyscy na bruk. Obok w większym mieście powiatowym również niedługo zamknie się zakład, który ma potężne długi. Kilkaset osób ma bruk.
I to się dzieje w całym kraju, zakłady, korpo, wszyscy zwalniają. Źle się
Polska gminna tak naprawdę już dawno się zwinęła, z kolei Polska powiatowa jest w powolnej agonii. Jedynie duże miasta jakoś się trzymają, ale patrząc na Kraków, też czekają nas zmiany.
Pampersy dla seniorów sprzedają się o wiele lepiej niż te dla dzieci. Tak jest od trzech lat w Japonii - to efekt dramatycznego spadku urodzeń i starzenia się społeczeństwa. Polska biegnie tą samą drogą. W połowie stulecia 80-latków może być nad Wisłą nawet trzy razy więcej niż małych dzieci.
W dużych miastach jeszcze tego nie widać, ale wystarczy pojechać do tzw. Polski powiatowej, żeby poczuć przedsmak tego, co nas czeka.
Takie typowe miasto powiatowe w Polsce charakteryzuje się widoczną dominacją liczebną emerytów na ulicy. Młodzież ucieka z takich miejscowości zaraz po maturach.
Trzeba jednak pamiętać, że ten przypływ młodych z prowincji do dużych aglomeracji też niebawem się skończy, bo na zadupiach rodzi się bardzo mało dzieci. Sytuacje poprawiają nieco obwarzanki dużych
U mnie w wojewódzkim w blokowiskach mieszka dużo studentów i dzieci też trochę jest (duża w tym zasługa sporej liczby Ukraińców), bo latem okupują place między blokami i boiska.
Oczywiście też dominują emeryci, ale nie jest to aż tak widoczne jak w jakimś Włocławku.
Rada Miejska w Bielsku-Białej uchyliła własną uchwałę sprzeciwiającą się relokacji migrantów. Na zmianę decyzji w kontrowersyjnej sprawie wystarczył miesiąc i groźba utraty ponad miliarda złotych z funduszy unijnych. Za uchyleniem uchwały zagłosowała większość radnych.
Samorządowcy już teraz odczuwają skutki niżu demograficznego i ostrzegają, że w przyszłości nieuniknione będą trudne decyzje, w tym zamykanie szkół i przedszkoli.
Wrze w zatrudniającej ok. 30 tys. osób Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Ceny na rynku węgla koksowego spadły o ok. 30 proc., podczas gdy roczny koszt utrzymania jednego pracownika to 300-350 tys. zł, co daje ok. 9 mld zł rocznie