#anonimowemirkowyznania
Po roku chodzenia z dziewczyną zerwaliśmy ze sobą, głównie to ja - uważałem, że zbyt bardzo chcę mnie kontrolować. Widywaliśmy się rzadko bo raz w tygodniu na weekend i przez to była zazdrosna o znajomych. Czułem coś mocnego do niej, lecz miałem wtedy okres z dużą ilością stresów i postanowiłem to zakończyć. Od zakończenia związku już moja była próbowała mnie namawiać na powrót, zmiany itp. Był to okres około
Po roku chodzenia z dziewczyną zerwaliśmy ze sobą, głównie to ja - uważałem, że zbyt bardzo chcę mnie kontrolować. Widywaliśmy się rzadko bo raz w tygodniu na weekend i przez to była zazdrosna o znajomych. Czułem coś mocnego do niej, lecz miałem wtedy okres z dużą ilością stresów i postanowiłem to zakończyć. Od zakończenia związku już moja była próbowała mnie namawiać na powrót, zmiany itp. Był to okres około

















Wspomniałem, że zadzwonił do mnie Filozof. Jest to gość, któremu można by poświęcić osobne opowiadanie. Gość z pogranicza mocy i śmieszności. Jeden z moich najlepszych kumpli. Wcześniej był to kolega PP, ale po rozstaniu uznał, że jej zachowanie było "niegodne" i przykleił się do mnie. Tak hartowała się stal i staliśmy się sobie przyjaciółmi.
Ktoś, kto poznałby Filozofa tylko powierzchownie, mógłby go zakwalifikować jako #przegryw lub nie daj Boże gdzieś w okolicy #stulejacontent . Gość ma konta wszędzie: #tinder #badoo #sympatia i jakieś zagraniczne do wyszukiwania Ukrainek. Filozof #rozowepaski obraca notorycznie, ale zawsze kończy się to spektakularną klapą. Każda poznana koleżanka (nieważne czy jest to Karyna, czy fajna dziewczyna z sąsiedztwa), to jest " TA JEDYNA". Wysyła je do ginekologa, żeby sprawdzić czy da mu potomka i zawsze przychodzi rozstanie, które jest głośne i bolesne. Wynika to z tego, że mój druh zawsze zbyt mocno analizuje swoją dziewczynę i szuka niedoścignionego ideału. Każdy sms, każde zdjęcie na fb, jest przez niego dokładnie sprawdzane i on doszukuje się drugiego dna. Jak baba. Na początku mnie to nawet bawiło (bo wszelkie przemyślenia on w formie rozprawki wysyła mi na fb), ale teraz uważam, że on sam ma kompleksy i coś z nim nie tak. Ale przez te jego filozofowanie i czytanie mądrych książek rozstania jakoś go mocno nie bolą, bo on sobie zawsze wytłumaczy, że on jest super, tylko ona nie zasługiwała na taki skarb...W tym swoim wyimaginowanym świecie, trzeba mu oddać, że jest twardy.
Filozof mieszka 150 km ode mnie, na "prowincji", gdzie prowadzi swój biznes. No i czasem zapragnie wpaść do dużego miasta na balet. Wtedy dzwoni do mnie. Żebym go przenocował, a co ważniejsze szedł z nim, bo on ma słabą głowę i film się mu urywa nader często (potwierdzam, to fakt).
Chodzenie z nim po klubach jest marną rozrywką, bo jak on "poczuje krew" to o Tobie zapomina i już tylko jest zainteresowany nową ofiarą. Także Ty sobie stoisz przy barze, popijasz % i obserwujesz co wyrabia naje*any Filozof. W okresie, o którym teraz wspominam, ja już klubami byłem znudzony i sam do nich nie wpadałem. Miałem swoją "rozsądną" PNP i jakoś tam sklejałem kolejne dni. Bez szału, ale jednak. Proponowałem nawet mojemu przyjacielowi, żebyśmy zostali w chacie. Popijemy, pogadamy...po co marznąć w centrum? ;) Nie, nie...idziemy (choć liczba mnoga to duża przesada) się zabawić. Popolujemy...
Poszliśmy. Wpadamy do znajomego lokalu już popici, z tym że ja, jako bardziej zaawansowany w #alkoholizm wyglądałem paradoksalnie lepiej, niż mój zaje*any kolega. I tradycyjnie: on parkiet, ja bar. Podział ról mamy jasno ustalony. Ja zajęty piciem, więc szybciej się nudzę w klubie niż mój zaprzyjaźniony łowca. Czas leci leniwie, a ja przez ramię spoglądam czy Filozofa nikt przypadkiem nie trepuje na podłodze (bo i tak bywało czasem - po wódzie jest strasznie narwany). Wszystko ok. Mijała druga godzina naszej "wspólnej" zabawy, ja stoję oparty o bar....i nagle....jak zza mgły....wyrasta przede mną postać....