Siedzi pan na trybunie, z kubkiem zimnego piwa w dłoni, otoczony tysiącami ludzi krzyczących w niebo. Patrzy pan na murawę. Dwudziestu dwóch mężczyzn goni za kawałkiem syntetycznego tworzywa. I w pewnym momencie, gdy piłka trafia w siatkę, wybucha pan razem z całym stadionem głęboko, trzewnie, bez udziału rozumu. Nie wie pan jeszcze, że właśnie odprawił pan rytuał stary jak nasz gatunek. Że ten stadion to jaskinia, a piłka to mamut.
Piętnascie



















Zgadzam się, ktoś tu tnie w Wuja.