Wychodzę ostatnio z Żabki. Za drzwiami chcę skręcić w prawo i wrócić do domu, gdy słyszę za sobą:
– “Poratujcie złotóweczką, synu. Mam chorą córkę. Każda pomoc się przyda”.
Odwracam się i mierzę menela wzrokiem. Wygląd od razu zdradza, z kim mam do czynienia: zapach spirytusu i czerwony (jak u jakiegoś renifera) nos nie zostawiają wątpliwości, że jeśli ktoś tu potrzebuje pomocy, to na pewno nie jego córka.
–
– “Poratujcie złotóweczką, synu. Mam chorą córkę. Każda pomoc się przyda”.
Odwracam się i mierzę menela wzrokiem. Wygląd od razu zdradza, z kim mam do czynienia: zapach spirytusu i czerwony (jak u jakiegoś renifera) nos nie zostawiają wątpliwości, że jeśli ktoś tu potrzebuje pomocy, to na pewno nie jego córka.
–






































2 godziny temu, napadły mnie na spacerze psy. Nawet nie mnie, a mojego małego maltańczyka. Zanim dostały kopy i zanim je odgoniłem, ten największy s-----l porozgryzał i poszarpał mu brzuch. Pojechałem od razu na całodobową lecznicę i cóż. Może będzie żył, na ten moment tam zostaje, aby przejść operacje.
Mam k---a jego mać dość.
Jestem
będzie to trwać aż w końcu nie zrobi się nagonka na psiarzy bo taki piesek zagryzie 2-3 małych dzieci w krótkim odstępie czasu
i z totalnego bezhołowia przyśpieszonym trybem przejdziemy do psiego zamordyzmu (dosłownie) i za brak kagańca na własnym podwórku właścicielowi burka będzie grozić krzesło elektryczne