Nie cała gastronomia zamieniła się w patologię.
Miałem ostatnio okazję zjeść jeden z najlepszych kebabów w moim źyciu. Z karkówki. Teoretycznie pół kilowy, realnie znacznie cięższy. W mięciutkiej bułce z sezamem, a nie takiej przeciętnej z selgrosa czy hambexu.
Był na tyle duży, że dla odmiany musiałem sobie pomagać sztućcami - sama gęba nie wystarczyła.
Był na tyle duży, że nie dałem rady zjeść go w całości, co rzadko mi

















źródło: image
Pobierz