Wycieczka w nieodległe od Odessy stepy,
Dzikie niedawno jeszcze deptane przez stada tatarskich rączych koni.
Pozwala mu westchnąć powietrzem czystym.
Ciszą po jarmarcznym zgiełku życia w portowym mieście.

Jechali wciąż dalej, koczym za czwórką koni,
Aż do Akermanu.

Szczyty czerniały w wieczór nieprzebytą ścianą.
Nie opisywał tego, stwarzał je, na nowo.
Ich obraz potężniejszy, świetniejszy niż były.
Wszystko stwarzał na nowo, zaklinając w słowo.

Żegluga, burza morska i cisza na morzu.
Cisza
Ave Fekal!
Ave Fekal!! Chwalmy Fekala!!
Chwali go każdy, kto kupę wydala
Chwalisz Fekala klotza stawiając
Czy bobki siejąc drobne jak zając
Skoro tylko na kibel siadasz
I defekujesz, żertwę mu składasz
Za każdym razem, gdy opróżniasz kiszki
Bardziej jesteś do Fekala bliski
I gdy mozolnie się zmagasz ze stolcem
I w końcu krwawego ładunku jesteś ojcem
Wtedy męczennikiem jesteś Fekalnym
A kiedy poprzedzisz kupę sygnałem werbalnym
Prorokiem jesteś wtedy wszechkupy pana
Chwila poezji

Poprzez wicher i słotę,
Przez bezkresną dal śnieżną,
Poprzez żar i spiekotę,
Przez pustynię bezbrzeżną,
Poprzez kry, poprzez lody,
Przez odwieczne zmarzliny,
Poprzez bagna i wody,
Nieprzebyte gęstwiny

Poprzez leśne dąbrowy,
Poprzez stepy i knieje,
Poprzez mroczne parowy,
W których nigdy nie dnieje
I gdzie płoszą się sowy,
Gdy złe jęknie lub strzyga,
A dźwięk słysząc takowy,
Serce w trwodze zastyga

Nie zrażony ciemnością,
Którą mrozi głusz dzika,
Sam na
#tworczoscwlasna #poezja #depresja

Choć trawnik ściele się słodkim truchłem
Nie ma w tym sadzie dojrzałych śliwek

Wśród urodzaju kości strojnych soczystych
Ustępuje tkanka teraźniejszości
Plącze się rozrost coraz mniej znajomych korytarzy

Czy otwierają się na coś czy nie
Ołowiana noga nie zrobi kroku
Jak nagrobek wrasta w ślepy próg

W miejsce żywej umiejętności
Tworzenia wspomnień wplatania ich w twoje palce
Twory pamięci jak zeschłe konary
Ostatnie
Niepłodne
Zaczęło się to w niegroźne czwartkowe popołudnie
ta sama chwila w całym wszechświecie
w jednej pustce jednej całości w jednym całym łonie wszystkiego
dochodzę do siebie po najgorszych momentach zwyrodnienia
ale to w porządku bo teraz wszystko będzie w porządku
uporządkowany dzień przerodzi się w uporządkowaną noc
noc jak z okładki magazynu dla pań domu
piękna kuchnia i dwudziestocalowy telewizor
rzucający światła na ściany w przytulnym pokoiku
woda ociekająca po kafelkach w