W królestwie zwierząt rozdzielnopłciowych istnieje jedna uniwersalna zasada, która łączy niemal wszystkie gatunki od stawonogów po naczelne: samica jest wąskim gardłem reprodukcji. Z tego prostego faktu można wyciągnąć pewne wnioski. Skoro samica jest wąskim gardłem reprodukcji, to znaczy że jeden samiec może zapłodnić wiele samic, a że samce nie są sobie równe, to samice muszą być wybredne, bo inaczej skończą ze środowiskowo niedostosowanym/słabym potomstwem, które w kolejnych pokoleniach nie przetrwa w starciu z silniejszymi rowieśnikami. Wynika z tego, że w naturze najczęściej naturalnym układem są haremy dominujących samców i rzesze pokonanych inceli. Hipergamia.
No dobra, ale co to ma do cywilizacji? Obecna seksualna rewolucja podważa zasadność monogamii wśród heteroseksualistów*, a że kobiety naturalnie lgną do dominujących samców, to co w tym złego? Przecież ten sam schemat sprawdza się u zwierząt, kolejne pokolenia są silniejsze i o to chodzi. Szach mat purytanie!
Prawie.
















@koroluk chętnie wypowiada się na temat przegrywów i blackpillu, ale niestety całe zjawisko pojmuje bardzo powierzchownie i nie rozumie sedna problemu. Dla koroluka rozwiązaniem blackpillu jest samorozwój przegrywa i o ile to bardzo przyjemna i pozytywna koncepcja oraz w ujęciu jednostkowym często poprawna, to wciąż rozmija się ona zupełnie z esencją blackpillu jaką jest naturalna hipergamia kobiet, szczególnie w ujęciu całego systemu.
Problem kobiecej hipergamii nie polega na tym, że ustawiają one jakiś konkretny pułap od którego zaczynają się mężczyzną interesować, tylko opierają się na obecnym w swoim otoczeniu rozkładzie męskiej hierarchi i atrakcyjności. Na pierwszy rzut oka kobieta w Nowym Jorku ma wyższe oczekiwania, niż kobieta w zapadłej krasnojarskiej wsi, ale obie łączy to, że w podobny sposób mentalnie sortują dostępnych mężczyzn i interesują się tymi na szczycie, nawet jeśli muszą się nimi "podzielić" z innymi. To że ten szczyt w NY wygląda tak, że masz sześciopak, wysokie kierownicze stanowisko, sportowy samochód i penthouse przy Central Parku, a w krasnojarskiej wsi wystarczy że masz pełne uzębienie jest drugorzędne. W NY dalej jest pełno inceli mimo tego, że w Krasnojarskim Kraju nie opędziliby się od kobiet, więc jak widać nie istnieje absolutny pułap, po którego kolektywnym osiągnięciu problem przegrywu znika zupełnie, po prostu poprzeczka idzie w górę, a cały rozkład przesuwa się w prawo.