Hej wszystkim!
Mam 25 lat i od półtora roku mieszkam w akademiku. Przeprowadziłem się do innego miasta, zmieniłem pracę i teraz mam już umowę na stałe. Zarabiam ok. 5000 zł netto.
Powoli zaczyna mnie jednak męczyć życie w akademiku — wiadomo, hałas, brak prywatności itd.
Na wynajem kawalerki musiałbym przeznaczyć ok. 2200 zł, a na resztę wydatków wychodzi mi mniej więcej 1700 zł miesięcznie.
Nie mam żadnych kredytów ani zobowiązań, a na koncie mam ok. 30
Mam 25 lat i od półtora roku mieszkam w akademiku. Przeprowadziłem się do innego miasta, zmieniłem pracę i teraz mam już umowę na stałe. Zarabiam ok. 5000 zł netto.
Powoli zaczyna mnie jednak męczyć życie w akademiku — wiadomo, hałas, brak prywatności itd.
Na wynajem kawalerki musiałbym przeznaczyć ok. 2200 zł, a na resztę wydatków wychodzi mi mniej więcej 1700 zł miesięcznie.
Nie mam żadnych kredytów ani zobowiązań, a na koncie mam ok. 30
















Ostatnio poznałem dziewczynę i od ok. 2 miesięcy praktycznie mieszka u mnie (śpi, myje się, korzysta z prądu itd.), ale formalnie wynajmuje pokój w akademiku za 700 zł.
Pogadałem z nią i ustaliliśmy, że będzie dorzucać 200 zł miesięcznie + ogarniamy kto kiedy płaci za różne rzeczy (restauracje itd.). Wydaje mi się, że to fair, bo to mniej więcej