W przedszkolu w Novigradzie (na Okrawkach) trafiłem na dwie dziewczynki bawiące się w deklamowanie wierszyka.
Jedno zaczynało zdanie, drugie kończyło.
Straż świątynna na ulicy... Bije maga po potylicy.
Czy go zbije, czy zabije... Krew pociekła mu na szyję.





















Najciekawsze były próby jej męża, by starszego syna namówić do normalnego określania zwierząt - "jak się to zwierzątko nazywa? Nie, nie >>te<<, nazywa się >>kotek<<. A jaki odgłos wydaje
Nie znam się, ale podejrzewam, że stąd mogą się brać problemy z mówieniem u dzieci - bo dziecko głupieje. Słyszy, że obowiązują jakieś różne języki. Dorośli między sobą używają jednego, a z nim rozmawiają