Tak się zastanawiam na co to wszystko skoro i tak umrzemy? Cokolwiek fajnego w życiu nie zrobimy to i tak umrzemy. Większość jednak rzeczy jakie doświadczamy nie powodują szczęścia a nawet jeśli to krótkotrwale. Sporo rzeczy powoduje cierpienie, frustracje, smutek, bezsilność..
- W pracy ilebyś nie dał z siebie to dostajesz tę samą pensje mniej więcej, natomiast firma dzięki takim jak ty ma gigantyczne zyski i tylko "góra" zyskuje. Kto lubi chodzić do pracy? To przymus i obowiązek. Wszyscy są "byle do weekendu" i "byle do wypłaty"
- Miłość w większości przypadków to nieudane relacje, zerwania, przykrości, niedopowiedzenia, tęsknota, zazdrość. Zanim znajdziesz kogoś to masz milion niepowodzeń. Jedna wielka wymiana partnerek: twoja obecna laska która jest "ta jedyna" to czyjaś toksyczna ex i pewnie dla kogoś po tobie będzie znów "tą jedyną" a dla ciebie obiektem nienawiści. Nawet jak byś znalazł super miłość to i tak śmierć was rozłączy. W większości przypadków i tak social media zabiły relacje i doświadczamy #blackpill i #hipergamia
- Znajomi idą swoimi ścieżkami, rodzina z czasem umrze (o ile masz jakiś kontakt bo jest sporo wpisów nt. toksycznych rodziców)
Nawet



























Od zawsze zastanawia mnie jedno, jak ludzie podchodzą do związków czy innych takich przyziemnych rzeczy, które mnie zupełnie nie ruszają i trochę ich obserwuje/obserwowałem i nadal nie mogę uwierzyć jakie to wszystko głupie.
Zawsze mnie śmieszyło zainteresowanie takimi rzeczami i budowanie jakichś psychicznych problemów przez wmawianie sobie, że coś tego typu ma znaczenie.
No ale takie coś jest super poza umysłem przewyższającym plebs, zawsze miałem neutralne podejście do rzeczywistości, nie odmawiałem relacji, chociaż nigdy nie byłem w żadnej poważnej relacji ale też dwie taki "mini" epizody co miałem nie traktowałem nigdy poważnie i były red flagi. Mam 25 lat nigdy nie ruchałem, bo nie czułem takiej potrzeby, tak jak na wiele rzeczy (dla mnie to równie abstrakcyjne co chęć np zrobienia komuś krzywdy albo zniszczenia mienia, zupełnie nie ma powodu). A te epizody uważałem za zbyt niedoskonałe/nietrwałe [plus tak jak wspomniałem zaczęły się red flagi, jak próby sformalizowania relacji, tu akurat był śmieszny mem kiedyś w stylu Facet: Ale nam razem dobrze Kobieta: No to kiedy mi się oświadczysz? Facet: A nie może być po prostu dobrze ] żebym się nimi przejmował. W sumie nawet z ciekawości kiedyś wszedłem na Tindera i nawet nie czułem zainteresowania wchodzeniem w relacje z kimkolwiek tam, wszędzie ci sami nudni ludzie bez żadnych opisów, a nawet jeśli mają opis to mówiący wprost "nie mam nic do powiedzenia". Zupełnie nie rozumiem fascynacji tymi rzeczami.