Dlaczego wszyscy chcą koniecznie mieszkać W MIEŚCIE W CENTRUM zamiast 5-15km od miasta jak człowiek? Co takiego jest w mieście, że trzeba koniecznie mieć swój przepłacony kurnik jak najbliżej centrum? Znam takich agentów i czekają do weekendu żeby wyjechać za miasto odpocząć.
Przecież w tym centrum nie ma dosłownie nic. Kupować mieszkanie w mieście po to żeby chodzić do zabytkowego kościoła na rynku albo stać przy fontannie? Nie wiem,























Mieszkając w centrum idziesz sobie na spacer, na tereny zielone, potem zaliczasz budkę z lodami i idziesz do restauracji włoskiej.
Na wsi idziesz o obsranym poboczem w błocie, pchasz wózek z dzieckiem i walczysz o życie.