Żyjemy w czasach, w których poziom codziennej irytacji potrafi bardzo szybko sięgnąć zenitu. Czasem to nagromadzenie małych spraw, które na co dzień nas otaczają i odbierają energię, a czasem poczucie bezradności wobec systemowych absurdów czy wszechobecnej bylejakości. Człowiek stara się żyć spokojnie, robić swoje, a i tak co chwilę trafia na coś, co skutecznie psuje mu humor.
A jak to wygląda u Was?



















Serio, kiedy Wy ludzie zaczniecie dostrzegać, że ograniczenia są dla zwykłych ludzi? Myślicie, że przestępca się przejmuje tym, że nie ma pozwolenia na b--ń? Stawianie lasu znaków nic nie zmieni - tak samo, jak wprowadzanie drakońskich przepisów. Za odwalenie takiego czegoś powinny być przykładne kary - póki tak nie jest, majtczaki