Po domu nie chodzę oczywiście cały czas nago, najwyżej po prysznicu chwilę aż ciało obeschnie albo do szafy po ubrania.
Na codzień po pracy i do spania zwykle luźne ubrania bez bielizny, albo w samej tylko.
Wiadomo czasami się coś podwinie ale kurcze jestem u siebie w domu i zawsze tak chodziłam.
Mąż mówi nie powinnam tak, mnie się wydaje kompletnie

































Mircy, obejrzałem ten żenujący materiał TVP o dzieciach i smartfonach. Standardowy boomerski lament: dzieciak siedzi w telefonie, nie rozmawia z nami, to wina technologii!
Tylko zapomnieli o jednym, KLUCZOWYM elemencie: to jest wina relacji, a nie urządzenia!
Problem nie leży w ekranie, problem leży w podejściu: