Taka gastro ciekawostka.
Mam przyjemność uczestniczyć w spotkaniach z byłym buddyjskim mnichem, który 13 lat spędził w klasztorach Azji płd wsch.
Wyjechał tam z Polski jak zdeklarowany weganin.
Po jakimś czasie złapał dengę, niedługo potem gruźlicę. W pierwszym etapie oczywiście antybiotyki na prątki. Osłabiony jak betka leczył objawowo dengę. Pełen wiary w medycynę naturalną, do której miał dostęp w najlepszej jakości, próbował się wyciągnąć z osłabienia. Zioła, grzyby, wszelkie 'presury', ale niewiele pomagało, raz
Mam przyjemność uczestniczyć w spotkaniach z byłym buddyjskim mnichem, który 13 lat spędził w klasztorach Azji płd wsch.
Wyjechał tam z Polski jak zdeklarowany weganin.
Po jakimś czasie złapał dengę, niedługo potem gruźlicę. W pierwszym etapie oczywiście antybiotyki na prątki. Osłabiony jak betka leczył objawowo dengę. Pełen wiary w medycynę naturalną, do której miał dostęp w najlepszej jakości, próbował się wyciągnąć z osłabienia. Zioła, grzyby, wszelkie 'presury', ale niewiele pomagało, raz






























