✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Zupełnie nie rozumiem (i nie ukrywam, że mnie irytuje) tego pieprzenia, że lekarz to jakaś elita wszystkiego, omnibus, enigma, i że zostanie np. inżynierem czy programistą jest znacznie łatwiejsze od zostania lekarzem (inb4 - no jeszcze kilka lat temu było takie ssanie, że może tak, ale czasy ludzi z ulicy i bootcampów się skończyły, post nie o tym)
Tak się składa, że jestem programistą z rodziny lekarzy, mój kuzyn równolatek skończył medycynę i jest na stażu. Uważam, że sumarycznie i ja i on dość mocno zakuwaliśmy w czasach studiów i nie tylko. Przy czym szanuję i pozdrawiam mojego kuzyna, ale on do IT by się zupełnie nie nadawał. Anyway, posłużę się nim jako przykład porównawczy.
W liceum - ja mat-inf, on biol-chem. Tutaj przyznam, ja miałem dość silny bunt, i dopiero w klasie maturalnej zacząłem naprawdę zakuwać, by dostać się na polibudę X. Do tego w międzyczasie coś tam programowałem po łebkach. Mój kuzyn to był wzorowy uczeń na biol-chemie, bardzo dobrze potrafił obkuwać i zapamiętywać wiele konceptów - ja byłem bardziej kombinatorem. Tak czy owak oboje w maturalnej “nie mieliśmy życia”. Oboje swoje matury zdaliśmy na tyle dobrze, by dostać się na ciężkie kierunki na dobrych uczelniach - ja infa, on medycyna.
Zupełnie nie rozumiem (i nie ukrywam, że mnie irytuje) tego pieprzenia, że lekarz to jakaś elita wszystkiego, omnibus, enigma, i że zostanie np. inżynierem czy programistą jest znacznie łatwiejsze od zostania lekarzem (inb4 - no jeszcze kilka lat temu było takie ssanie, że może tak, ale czasy ludzi z ulicy i bootcampów się skończyły, post nie o tym)
Tak się składa, że jestem programistą z rodziny lekarzy, mój kuzyn równolatek skończył medycynę i jest na stażu. Uważam, że sumarycznie i ja i on dość mocno zakuwaliśmy w czasach studiów i nie tylko. Przy czym szanuję i pozdrawiam mojego kuzyna, ale on do IT by się zupełnie nie nadawał. Anyway, posłużę się nim jako przykład porównawczy.
W liceum - ja mat-inf, on biol-chem. Tutaj przyznam, ja miałem dość silny bunt, i dopiero w klasie maturalnej zacząłem naprawdę zakuwać, by dostać się na polibudę X. Do tego w międzyczasie coś tam programowałem po łebkach. Mój kuzyn to był wzorowy uczeń na biol-chemie, bardzo dobrze potrafił obkuwać i zapamiętywać wiele konceptów - ja byłem bardziej kombinatorem. Tak czy owak oboje w maturalnej “nie mieliśmy życia”. Oboje swoje matury zdaliśmy na tyle dobrze, by dostać się na ciężkie kierunki na dobrych uczelniach - ja infa, on medycyna.






























Teraz będąc na studiach każde urodziny spędzam sam w pokoju i chleje. A gdy rodzice przez telefon składają mi życzenia to ryczeć mi się chce.