Na moich emigracyjnych wypadach było zawsze z tym ciężko, bo babeczki w pracy miały branie jak schab w lidlu na promocji (dosłownie, moment przekroczenia progu równał się przybyciem ~trzech złaknionych orbiterów). Tak czy inaczej, owe babeczki w 99% przypadków przyjeżdżały z chłopakiem/narzeczonym/mężem.
Na tinderze miałem 2 matche w miesiąc i nie chodzi tu wcale o moją
























#holandia #dziendobry
@CampTrump: poczułem się jak w latach 90. Myslałem, że kradzieże tego typu dawno się skończyły. No chyba, że miałes radio ze złota XD