Jak zaczynałem "karierę" zawodową po polibudzie jako z-ca kierownika zmiany w kołchozie to chodziłem do roboty na 6:00 rano.
Czyli żeby się ogarnąć, dojechać, zameldować w biurze 5:59 to pobudka o 5:00.
Była to dla mnie tak nieludzka, absurdalna, sprzeczna z zegarem biologicznym godzina, że całymi miesiącami nie mogłem się na taki tryb przestawić.
W końcu wymyśliłem patent, że wieczorem stawiałem koło łóżka potrójną espresso i jak tylko zadzwonił budzik to wypijałem ją na
Czyli żeby się ogarnąć, dojechać, zameldować w biurze 5:59 to pobudka o 5:00.
Była to dla mnie tak nieludzka, absurdalna, sprzeczna z zegarem biologicznym godzina, że całymi miesiącami nie mogłem się na taki tryb przestawić.
W końcu wymyśliłem patent, że wieczorem stawiałem koło łóżka potrójną espresso i jak tylko zadzwonił budzik to wypijałem ją na













I nagle patrze a tu mi wbija ksiądz i ministranci spiewajac jakas tam kolęde typu przybieżeli do betlejem, no szok, nie wiesz czy krzyczec, czy witac, czy sie zaslaniac, czy zeganc z szefem (╯°□°)╯︵ ┻━