Zastanawiam się od zawsze o co chodzi z tym zamiłowaniem do prezentacjami w korpo-kołchozach. Nagle wszystko przestaje się liczyć, BO PREZENTACJE TRZEBA ROBIĆ. Jedna osoba wymyśla teksty, druga nadzoruje, czy tamta na pewno wymyśla dobrze, a trzecia układa to wszystko w PowerPoincie i jest nadzorowana przez dwie powyższe. Po wielu dniach prac wszystko trafia do zarządu, a ich zdaniem dużo rzeczy źle i przesyłają poprawy. A raczej jedna osoba z zarządu, bo

GoddamnElectric












