Oglądam nagranie z najnowszej debaty prezydenckiej, a tam gadka o dziecioróbstwie, przez którą przez chwilę rozmarzyłem się wspominając swoje wizje, że budzę się na świecie bez ludzi. Coś pięknego – zero problemów. Nieraz lubiłem sobie fantazjować, że nagle wszyscy znikają. Jedyny problem – co bym jadł? Ale jest tyle produktów o długim terminie ważności, że bym dał radę ;d
Wtedy zagrożenie stanowiłyby tylko zwierzęta, z czasem prądu mogłoby zabraknać, ale to są
Wtedy zagrożenie stanowiłyby tylko zwierzęta, z czasem prądu mogłoby zabraknać, ale to są






















Nikt nie pytał, jak się czuję. Nikt nie widział, kiedy upadałem. Śmiali się, odwracali wzrok, mówili „to tylko dziwak”. Ale ja żyłem. Oddychałem. Czułem więcej niż oni wszyscy razem wzięci.
Mówili o nim „potwór”. Mieszko. Ale zanim pękł, był kimś. Miał myśli, miał marzenia. Może za dużo czuł. Może nikt nie podał mu ręki, kiedy tonął. Może świat cisnął nim