W Warszawie, na rogu ulicy stoi dwóch policjantów z psem. Podchodzi do nich facet i z uwagą ogląda psa. Ogląda go z boku, z tyłu, zagląda mu pod brzuch, pod ogon. Wreszcie policjanci zainteresowali się gościem.
- Panie, co pan tu tak tego psa prześwietla?
- Znów mnie kumple w maliny wpuścili.
















Jest późny wieczór, jesteście po pracy/szkole i trochę zgłodnieliście. Jedziecie sobie na maczka i w spokoju na parkingu sobie jecie burgera. I nagle drzwi samochodu się otwierają i ktoś do was krzyczy, żebyście wysiadali z samochodu.
Policjant totalny nieogar. Myślę, że w tej sytuacji nawet standardowe "Policja, trzymaj ręce na widoku" inaczej zakończyłoby sprawę i
@Stuba: Obejrzyj jeszcze raz. W momencie gdy policjant otwierał drzwi i mówił do chłopaka, żeby wysiadł z samochodu, nie mierzył do niego z broni. Pistolet wyciągnął dopiero jak chłopak zaczął uciekać.