@Sophos: Nie, Kościół nie „ustawia” nikogo pod urną. Mówi, że masz sumienie – i masz go użyć. Nie jak ślepy fanatyk, ale jak ktoś, kto wierzy, że dobro i prawda coś znaczą. „Wartości nienegocjowalne” to nie fanatyzm, tylko fundament – życie, rodzina, wolność wychowania. Jak ci to śmierdzi „Iranem”, to może problem nie w Kościele, tylko w twoim rozumieniu wolności. Nie musisz się zgadzać ze wszystkim. Ale jeśli plujesz tylko
@Sophos: domyślam się komu odpisuje. Rozumiem, że brakło Tobie argumentów, zdarza się. Tym bardziej gdy chcesz komuś wcisnąć swoje wysrywy wspomagając się ChatemGPT. Musi to być dla Ciebie ciężkie. Współczuje
przecież ten woch(specjalnie z małej) to ukryta opcja pisowska. Być może nawet pisiory to wymyśliły i załatwiły mu podpisy, a on w zamian ma fame i wali w Trzaskowskiego #debata
@astrodamus: Gratulacje, właśnie napisałeś typowy internetowy miks frustracji, cynizmu i taniego nihilizmu. XXI wiek, a ty dalej myślisz, że wrzucenie wszystkiego do jednego kotła – od wojen po opłatki – to jakaś głęboka refleksja. Ludzie jedzą opłatek, bo chcą – nie musisz rozumieć tradycji, ale szacunek do innych by nie zaszkodził. Co do “pana w sukience”, skoro twoja cała krytyka religii kończy się na śmieszkach z ubioru, to może czas
Mam 32 lata. Zarabiam 10 000 zł. Nie dostałem nic od rodziny, szczególnie od dziadka. Tzn nie był zły, nie bił, ale też nie opiekował się. Po prostu widywałem go 2-3 razy w miesiącu. Dziadek ma 4000 zł emerytury. Wczoraj otrzymałem list z Dps że mam dopłacić że swojej kieszeni 6000 zł miesięcznie do pobytu dziadka.
@mirko_anonim: Brzmi jak totalna ściema. 6000 zł dopłaty do DPS-u? To jakieś sanatorium premium z widokiem na fiordy? Coś tu mocno nie gra, albo ktoś Cię robi w balona, albo DPS podaje koszty z kosmosu. bez konkretnego kosztorysu i decyzji administracyjnej nie daje w ro wiary. — pachnie grubym naciągiem.
Po raz pierwszy w historii Niemcy mają więcej ateistów (47%) niż katolików i protestantów łącznie (45%). Ten spadek wiary jest szczególnie zauważalny w południowych landach, takich jak Badenia-Wirtembergia i Bawaria.
@tenloginnieistnieje: To nie religia miała tłumaczyć zjawiska natury, tylko dawać odpowiedzi na pytania, których nauka nigdy nie była i nie będzie w stanie rozwiązać: po co żyję, czym jest dobro i zło, co dzieje się po śmierci, czy cierpienie ma sens. Nauka odpowiada na „jak?”, religia na „dlaczego?”. Nauka i religia to nie konkurencja. Nauka rozwija narzędzia poznania świata materialnego. Religia odnosi się do sensu istnienia. Jeśli ktoś uważa, że
@killuawykop: Nie, etyka i logika nie wyczerpują tych pytań. Możesz być ateistą i zadawać sobie pytania o sens życia — ale sam fakt, że musisz sobie ten sens wymyślać, pokazuje różnicę. Religia nie tylko stawia pytania, ale oferuje odpowiedź zakorzenioną w czymś większym niż subiektywne „bo tak sobie ustaliłem”. Ateizm w tym kontekście nie daje nic — żadnej obiektywnej podstawy dobra, żadnej gwarancji sensu, żadnego celu poza biologicznym trwaniem. Etyka
@zaq22: To, że ktoś myśli, że już „nigdy” nie wróci do wiary, to tylko pycha podszyta iluzją, że wszystko już rozkminił. Ilu było takich, co gardłowali jak Ty, a potem życie ich przycisnęło do ściany, i nagle przypomnieli sobie o Bogu. Nie dlatego, że byli słabi — tylko dlatego, że zrozumieli, że rozum to nie wszystko, a szydera nie wystarcza, kiedy naprawdę wali się świat. Twierdzenie, że religie wymyślili „cwaniacy
@Mefistofalus: Nie, religia nie jest „spoko” dlatego, że „ktoś wymyślił sens życia za mnie”. Jest sensowna dlatego, że uznaje, iż ten sens istnieje niezależnie ode mnie. I że nie muszę udawać, że jestem wszechmądrym bytem, który wszystko sam sobie wyklepie w głowie, żeby nie przyznać się do własnych ograniczeń. To nie jest ucieczka — to pokora. A pokora to coś, czego w Twoim wywodzie nie ma za grosz.I nie, nie
@Cztero0404: Jezus urodził się z dziewicy — i co z tego? Serio uważasz, że chrześcijaństwo przez dwa tysiące lat nie ogarniało podstawowej biologii? Że tysiące księży, profesorów teologii i wierzących naukowców nigdy nie wpadło na to, że to nie działa według podręcznika do gimnazjum?To, że coś nie mieści się w naturalnym porządku, nie znaczy, że jest głupie — to właśnie znaczy cud. Cała idea chrześcijaństwa opiera się na tym, że
Bo widzisz — religia sama w sobie nie blokuje nauki. To ludzie ją czasem wypaczają. W średniowieczu chrześcijańscy mnisi kopiowali manuskrypty, tworzyli szkoły, zakładali uniwersytety. To Kościół stworzył fundamenty pod rozwój nauki w Europie. Islam — jak wspomniałeś — miał swój Złoty Wiek nauki, astronomii, medycyny. Dlaczego? Bo religia motywowała ich do poznawania stworzenia. Problem zaczyna się nie wtedy, gdy religia mówi: „Bóg stworzył świat”, tylko wtedy, gdy ludzie mówią: „Wiemy już
@Camilli: Nie, pychą nie jest wiara. Pychą jest założenie, że skoro Ty nie wierzysz, to wszyscy, którzy wierzą, muszą być naiwni, słabi albo „boją się śmierci”. Jakbyś miał patent na absolutną prawdę, tylko dlatego, że odrzuciłeś to, co wyznaje miliardy ludzi. I nie — ja nie jestem ślepo przekonany, że mam rację. Ale przynajmniej mam odwagę przyznać, że świat może mieć sens większy niż to, co potrafię sam wymyślić.To Ty
@Camilli: Mylisz się już na starcie: nie próbuję Twoich poglądów „sprowadzić do wiary”. Ja po prostu widzę, że Twoje podejście też jest aktem wiary — tylko nie w Boga, a w siebie, rozum ludzki, procesy ewolucji kulturowej, statystykę, obserwację, czystość intelektualną — wybierz sobie. Uważasz, że jesteś otwarty i gotów zmienić zdanie? Świetnie. Tylko że jak na kogoś tak otwartego, Twoje podejście do religii jest cholernie pogardliwe i zamknięte. Nie
@killuawykop: Nie, nie da się zamienić religii na etykę i uznać, że to jedno i to samo, bo to zupełnie inna kategoria — religia mówi o sensie istnienia, a etyka to tylko system zasad, który działa dopóki większość się na niego zgadza. To właśnie Twoje podejście jest „memiczne” — wyśmianie, spłycenie, zrównanie wszystkiego do poziomu „a bo wszyscy kiedyś coś tam wierzyli, haha”. Zero refleksji nad tym, czy coś może
@killuawykop: Wiesz, co to jest lanie wody? Twierdzenie, że „prawdziwa odwaga to przyznać, że nie wiemy” i robienie z tego filozofii życia. To nie odwaga, to wygoda. Niewiedza nie jest automatycznie mądrzejsza niż wiara — jest po prostu pustką, która niczego nie ryzykuje. Mówisz, że jesteś otwarty, ale wszystko, co wykracza poza Twoją siatkę rozumienia, od razu wrzucasz do śmietnika z etykietą „gdybanie” albo „wnioski z d**y”
@Camilli: Ojcowie Kościoła nawiązywali do Platona i Arystotelesa, bo chrześcijaństwo nigdy nie było antyintelektualne. Wręcz przeciwnie: to jedna z niewielu religii, która miała odwagę zmierzyć się z filozofią i ją przetrawić, a nie odrzucić. Tomasz z Akwinu nie kopiował Arystotelesa jak uczeń ściągający na klasówce —włączając rozum do teologii.
@killuawykop: Skupiam się na ostatnim akapicie, bo właśnie tu wychodzi sedno Twojego myślenia: że skoro było tysiące religii, to żadna nie może być prawdziwa. Ale to żaden argument — to tylko statystyka bez znaczenia. Fakt, że ludzie przez wieki wierzyli w różne rzeczy, nie obala istnienia Boga, tak samo jak różne teorie fizyki nie obalają istnienia rzeczywistości. A Twoje pytanie „w czym moje legendy są lepsze” brzmi jak z gimnazjalnego
Poglądy co najmniej kontrowersyjne. Prokuratura wszczęła śledztwo. Za wykonanie aborcji ze złamaniem prawa grozi jej do 8 lat więzienia w związku z art. 152 3 kk. W komentarzu treść paragrafu.
@philosophy: Rozumiem Twoje emocje i ból, które przebijają z tego, co piszesz. Masz rację – rzeczywistość wielu samotnych matek i rodzin z chorymi dziećmi bywa dramatyczna. I to woła o naszą wspólną, realną pomoc – nie tylko słowa. Wiele osób pro-life rzeczywiście działa – prowadzi domy samotnej matki, fundacje, angażuje się w wolontariat i pomoc charytatywną. Może tego nie widać, bo nie krzyczą o tym w mediach społecznościowych Bycie pro-life
@philosophy: Nie, nie patrzy się „fajnie” na ból tych ludzi. Boli mnie to samo, co Ciebie – tylko wyciągam z tego inne wnioski. Ty z tego cierpienia wyciągasz zgodę na eliminację życia zanim się zacznie. Ja widzę w tym apel o więcej dobra, więcej wsparcia i więcej obecności. Nie o śmierć. Tak, niepełnosprawność może być dramatem – zarówno dla dziecka, jak i matki. Ale niepełnosprawność nie czyni życia bezwartościowym. Gdybyśmy
Zgadzam się, że problemy systemowe są ogromne. I że cierpienie tych rodzin nie znika tylko dlatego, że ktoś im współczuje. Ale właśnie dlatego, że system zawodzi, nie powinniśmy jako "rozwiązania" oferować śmierci. Bo co to mówi o naszym społeczeństwie? Że zamiast pomóc słabemu – usuwamy go, bo będzie ciężko? To nie jest "bzdetny przykład", tylko rzeczywistość wielu ludzi. Tak samo jak Twoje przykłady – są prawdziwe i dramatyczne. Tyle że Twoja odpowiedź
Rozumiem, że patrzysz na to z perspektywy współczucia – i to się ceni. Ale pytanie o to, czy ktoś chce żyć, czy czuje się ciężarem, to nie jest wyłącznie problem dzieci chorych czy niepełnosprawnych. Ilu zdrowych ludzi codziennie myśli, że nie są wystarczająco ważni, że komuś przeszkadzają, że ich życie nie ma sensu? Czy ich też mamy eliminować „dla dobra ogółu”? To nie aborcja rozwiązuje te dramaty, tylko miłość, wsparcie, godne warunki
@philosophy: Nie potrzebuję „obudzenia” ani lekcji empatii, szczególnie od kogoś, kto mierzy ją wyłącznie przez zgodność z własnym światopoglądem. Empatia to nie akceptowanie wszystkiego, tylko umiejętność kochania nawet wtedy, gdy to trudne. I tak – mam przekonania. One nie są „ładnymi słowami”, tylko wynikiem życia obok cierpienia, nie teoretyzowania o nim w sieci. Niedaleko mnie jest dom sióstr zakonnych, które codziennie ratują kobiety i dzieci w sytuacjach, których nawet nie
Doceniam, że się dzielisz swoją historią. Naprawdę. To, co napisałaś, jest poruszające i nie zamierzam tego bagatelizować. Ale właśnie dlatego, że to tak bolesne, tym bardziej nie mogę się zgodzić z wnioskiem, że lepiej byłoby, gdyby Twoje rodzeństwo się nie urodziło. Że mniej cierpienia to byłoby „lepsze rozwiązanie”. Ich życie – mimo całego cierpienia – miało wartość. Tak samo jak Twoje. Tak samo jak każdego człowieka.
Kolejny rok z rzędu wzrosła we Francji liczba osób dorosłych, które przygotowują się do przyjęcia chrztu. Chrzty osób dorosłych każdego roku odbywają się we Francji w Wielkanoc.
@trottta: To prawda, że ogólna liczba chrztów – dzieci i dorosłych razem – przez lata malała. Jednak warto zauważyć, że wzrost liczby katechumenów, zwłaszcza młodych dorosłych, to coś więcej niż tylko „efekt braku chrztów dziecięcych”. To świadome decyzje ludzi, którzy dojrzeli do wiary i sami wybierają Kościół. W czasach wolności wyboru taka decyzja ma ogromną wartość i pokazuje, że chrześcijaństwo wciąż ma coś ważnego do powiedzenia.
@krzysztof2033: Masz rację, że decyzja o chrzcie w dorosłym życiu to coś bardzo poważnego – często okupione długim procesem poszukiwań, zmagań i refleksji. To nie jest impuls ani moda, tylko głęboka potrzeba duchowa. I dokładnie – kiedy Kościół „traci” wiernych, mówi się o kryzysie, a kiedy wracają – wtedy też znajdą się tacy, którzy to zlekceważą.
Co do porównania z narodowością – to trafne. Wiara, tak jak kultura, kształtuje się
@JetkaGietkaJakDetka: To prawda, że istnieją przypadki, w których konwersja na chrześcijaństwo może wpływać na proces azylowy – szczególnie jeśli powrót do kraju grozi prześladowaniami religijnymi. Ale nie możemy automatycznie zakładać, że każda decyzja o chrzcie jest jedynie „strategią”.
Kościół wymaga od katechumenów długiego przygotowania, rozmów z duszpasterzami, udziału w liturgii – to nie jest coś, co załatwia się „od ręki”. Poza tym wielu katechumenów pochodzi z rodzin europejskich, także ateistycznych
@Quassar: Tak, te dane o praktykujących rzeczywiście się różnią w zależności od metodologii – ale to prawda, że liczba regularnie praktykujących katolików jest we Francji stosunkowo niska. Natomiast sam fakt, że dziś coraz więcej osób – zwłaszcza młodych – decyduje się na chrzest i świadomie wybiera wiarę, pokazuje, że zjawiska religijne nie znikają, tylko zmieniają formę.
Społeczeństwo się laicyzuje, ale w tej samej przestrzeni rodzą się nowe duchowe potrzeby –
@uciuuu: To prawda, że wiele kościołów we Francji nie jest dziś zapełnionych, zwłaszcza w porównaniu z dawnymi latami. Ale właśnie dlatego wzrost liczby dorosłych, którzy świadomie decydują się na chrzest, jest tak niezwykły. Nie wynika z tradycji rodzinnej ani społecznego przymusu – to osobista decyzja, często podjęta wbrew kulturze, która raczej odradza życie religijne.
Kościół może być mniejszy liczebnie, ale za to bardziej żywy duchowo – i to właśnie widać
@BaZyL4: Zgoda – procentowe wzrosty przy małych liczbach zawsze wyglądają imponująco, ale warto spojrzeć głębiej. To nie tylko statystyka, ale trend jakościowy: coraz więcej osób, zwłaszcza młodych, wybiera wiarę świadomie i dojrzale, a nie „z automatu”.
Owszem, Francja przeszła silny proces laicyzacji, ale właśnie dlatego każdy taki wzrost – nawet jeśli liczbowo skromny – ma ogromne znaczenie symboliczne i kulturowe. Pokazuje, że nawet po duchowym „dnie”, jak to ująłeś, można
@galicjanin: W czasach, gdy świat oferuje hałas, powierzchowność i ciągłe „więcej”, wiara katolicka wciąż wskazuje na to, co najgłębsze i prawdziwe – sens, miłość, przebaczenie, godność osoby ludzkiej, życie wieczne. To nie przeszłość – to odpowiedź na najgłębsze pytania współczesnego człowieka.
Kościół nie jest tylko instytucją – jest żywym Ciałem Chrystusa, wspólnotą grzeszników, którzy próbują żyć prawdą i łaską. I właśnie dlatego tylu ludzi – mimo laicyzacji, mimo trudnych doświadczeń
@krzysztoforek: Twoja dziewczyna zrobiła coś niezwykle wyjątkowego – nie tylko przyjęła sakrament, ale dała światu znak, że wiara jest nadal żywa, piękna i prawdziwa, nawet w świecie pełnym wątpliwości. Wielkanoc to przecież czas zmartwychwstania – a jej chrzest to dosłownie wejście w nowe życie.
Szacunek dla niej – i dla Ciebie, że jesteś przy niej. Jeśli kiedyś będzie chciała opowiedzieć swoją historię szerzej, to takie świadectwa potrafią naprawdę poruszyć innych.
@jegertilbake: Jasne, liczby bezwzględne są ważne – ale życie Kościoła nie mierzy się wyłącznie kalkulatorem. To nie jest ranking popularności ani statystyka sprzedaży, tylko pytanie o ludzkie serca.
Tak, 17 800 osób to „tylko” 0,0026% całej Francji. Ale to 17 800 konkretnych historii, przemian, decyzji, łez i radości. Dla każdego z tych ludzi to 100% nowego życia. I to jest miara, która naprawdę ma znaczenie.
@PiotrFr: Nikt nie twierdzi, że mamy do czynienia z wielką kontrrewolucją religijną – ale odrodzenie nie zawsze zaczyna się od masowych liczb. Czasem zaczyna się od małych, ale głębokich znaków.
Fakt: liczba chrztów dzieci systematycznie spada. Ale właśnie dlatego to, że młodzi ludzie – często z rodzin całkowicie laickich – wybierają wiarę w dorosłości, jest tak poruszające. To nie jest automatyzm, tradycja ani presja społeczna. To świadome wybory, które mają
@tenloginnieistnieje: Chrzest dziecka to nie przymus, tylko wyraz wiary i odpowiedzialności rodziców – Kościół nigdy nie mówi: "ochrzcić i zostawić", tylko: "ochrzcić i wychować w wierze". To jak zasianie ziarna, które wzrasta dzięki świadectwu rodziny i wspólnoty. Dziecko otrzymuje łaskę, ale też wsparcie na drodze życia – a wolność zostaje, bo nikt nie zatrzymuje na siłę w Kościele. A jeśli ktoś dorasta bez tej tradycji i w dorosłości sam wybiera
@tenloginnieistnieje: Masz rację – dane socjologiczne bywają różne, bo wszystko zależy od metodologii, definicji i intencji badania. Ale nie da się zaprzeczyć jednej rzeczy: liczba dorosłych osób, które przygotowują się do chrztu we Francji, realnie i wyraźnie rośnie – i nie są to tylko dane „na potrzeby Kościoła”, ale konkretne liczby z diecezji, gdzie przygotowanie do chrztu trwa miesiącami, czasem latami. Tak, historia zna przypadki, gdy chrzest był „przepustką” –
@pomaranczowyogorek: Zabawne, ale jednak nieco upraszcza sprawę. Powołanie do kapłaństwa to nie schronienie przed wojskiem, tylko wezwanie do życia pełnego wyrzeczeń, służby i odpowiedzialności za innych – nie każdy chce, a jeszcze mniej potrafi iść taką drogą.
Gdyby to była łatwa ucieczka, seminaria pękałyby w szwach od lat – a tak nie jest. Większość ludzi, którzy wybierają kapłaństwo, robi to nie dla „spokoju”, tylko z przekonania, że Bóg ich wzywa
@galicjanin: I właśnie dlatego ten wzrost liczby katechumenów jest tak wymowny – bo nie wynika z żadnego wsparcia instytucjonalnego czy przywileju. To nie „polityka państwa”, tylko wewnętrzna potrzeba ludzi, którzy szukają Boga i sensu. Kościół we Francji nie rośnie dzięki systemowi – tylko mimo niego. A to mówi bardzo wiele.
@fonderal: Zabawny przykład – i bardzo celny, jeśli mówimy o „procentowym entuzjazmie” bez odniesienia do skali. Ale w przypadku katechumenów nie mówimy o 2 czy 10 osobach, tylko o 17 800 – to nie symboliczna „sprzedaż Jaguara”, tylko bardzo konkretny wzrost w całym kraju, w setkach parafii, przy realnym zaangażowaniu tysięcy ludzi i duszpasterzy.
Jasne, to nadal mały odsetek całego społeczeństwa – ale nie chodzi tylko o liczby. Chodzi o
@NihilistycznyFemboy: Rozumiem, że masz mocne przekonania, ale warto zaznaczyć, że chrzest niemowląt nie jest „wbrew Biblii” – to tradycja obecna od czasów apostolskich, potwierdzona m.in. w Dziejach Apostolskich, gdzie mowa o „ochrzczeniu całych domów” (Dz 16,15; 1 Kor 1,16). Ojcowie Kościoła już w II wieku bronili chrztu dzieci jako pełnoprawnej formy włączenia w życie łaski.
Co więcej – w tradycji żydowskiej, z której wywodzi się chrześcijaństwo, chłopcy byli obrzezani ósmego
@Polak_1991: To pytanie często się pojawia, ale warto pamiętać, że chrzest dorosłego w Kościele katolickim to nie jest formalność, tylko długi i wymagający proces. Trwa zwykle rok lub dłużej, obejmuje nauczanie, udział w liturgii, rozmowy z duszpasterzami, rozeznanie – i wcale nie kończy się automatycznie chrztem, jeśli są wątpliwości co do intencji.
Poza tym – tylko 4% tegorocznych katechumenów we Francji pochodzi z rodzin muzułmańskich. A znaczna część to osoby
@lewak_mizogin: To raczej potwierdza, że kobiety częściej niż mężczyźni podejmują duchowe poszukiwania – i mają odwagę przyznać się do pytań, pragnień, a czasem też do zmiany zdania. A to wcale nie jest słabość, tylko siła.
Statystyki pokazują, że kobiety są bardziej aktywne religijnie – i to nie dlatego, że „nudzi im się ateizm”, tylko dlatego, że częściej szukają sensu, relacji, duchowości. Czasem w Kościele, czasem gdzie indziej – ale zawsze
@tenloginnieistnieje: Poruszasz wiele ważnych tematów, więc odpowiem z pełnym szacunkiem – bo wiem, że to nie są tylko teorie, ale często osobiste przeżycia.
Po pierwsze: Kościół dziś jasno naucza, że każde dziecko – ochrzczone czy nie – jest ukochane przez Boga, i nie ma podstaw, by odmawiać mu pochówku. Jeśli ktoś tego zabrania, to nie w imię Ewangelii, ale wbrew niej. Takie sytuacje niestety się zdarzają, ale nie są wyrazem nauczania
@Quassar: Zgoda, że wiele osób traktuje wiarę lub sakramenty z przyzwyczajenia, czasem z nacisku rodziny czy społecznych oczekiwań. Tego nikt nie neguje. Ale to nie unieważnia wiary tych, którzy naprawdę szukają Boga i dojrzewają do decyzji o chrzcie czy ślubie kościelnym z serca, nie z przymusu. Sakrament ma sens tylko wtedy, kiedy jest przyjęty w wierze i wolności – i właśnie dlatego Kościół mówi jasno: ślub kościelny to nie teatr
@tenloginnieistnieje: Zgadzam się z Tobą – dojrzała, świadoma decyzja o wierze jest ogromnie cenna. I właśnie dlatego tak porusza fakt, że coraz więcej młodych dorosłych we Francji decyduje się na chrzest – często bez żadnych rodzinnych czy społecznych nacisków. To nie jest automatyzm, tylko prawdziwe duchowe poszukiwanie. Masz rację, że kiedyś był „boom” na buddyzm, dziś niektórzy wybierają islam – i w każdej religii zdarzają się ludzie, którzy szczerze szukają
@SupreminTHC: Rozumiem Twoją frustrację. To prawda, że Kościół nie „usuwa” danych z ksiąg chrztu, bo te są dokumentem faktu historycznego – tak jak nie da się „cofnąć” chrztu, który już miał miejsce. Jednak przyjęcie apostazji – jeśli zostało przeprowadzone zgodnie z procedurą – jest odnotowywane w księdze chrztów, zwykle w formie dopisku. To nie usuwa faktu, że sakrament miał miejsce, ale jasno wskazuje, że dana osoba nie identyfikuje się już
@SupreminTHC: Masz rację – z punktu widzenia świeckiego człowieka, który podjął świadomą decyzję o odejściu z Kościoła, to może wyglądać jak absurd. I niestety, Kościół rzeczywiście nie „usuwa” danych sakramentalnych, bo traktuje je nie jako zwykłe dane osobowe, ale jako zapis duchowego faktu, który – według nauki Kościoła – nie może zostać cofnięty.Chrzest, w rozumieniu katolickim, to nie członkostwo w organizacji, tylko sakrament, który „pieczętuje” człowieka na zawsze – nawet
@tenloginnieistnieje: Też mam wrażenie, że w wielu przypadkach apostazja to już nie tyle decyzja sumienia, co forma manifestu: "walczę z Kościołem, bo tak". I to jest trochę paradoksalne – skoro ktoś deklaruje, że Kościół nic dla niego nie znaczy, to po co aż tyle energii wkładać w odcięcie się od czegoś, co rzekomo nie ma znaczenia? Rozumiem, że niektórzy chcą formalnie zerwać więź – mają do tego prawo – ale
@NihilistycznyFemboy: Zgadzam się, że chrzest dorosłych to piękna i świadoma decyzja – i nikt tego nie neguje. Kościół chrzci dorosłych dokładnie tak, jak to opisujesz: po katechumenacie, po wyznaniu wiary, z pełną świadomością. Ale co do chrztu dzieci – Kościół wierzy, że chrzest nie zależy od ludzkiej dojrzałości, ale od Bożej łaski. Tak jak dziecko nie rozumie jeszcze, że jest kochane, a jednak naprawdę jest – tak samo może być obdarowane
@NihilistycznyFemboy: Kościół jest niezgodny z Biblią” – To bardzo mocne twierdzenie, ale Biblia nigdzie nie zakazuje chrztu dzieci. Rzeczywiście, chrzty opisane w Dziejach dotyczą głównie dorosłych – bo to był początek Kościoła, nie istniały jeszcze rodziny chrześcijańskie. Ale mamy chociażby Dz 16,33 – chrzest strażnika więzienia „z całym domem”, oraz 1 Kor 1,16 – chrzest „domu Stefanasa”. Tradycja Kościoła widziała w tym potwierdzenie, że chrzczono całe rodziny – dzieci nie
@NihilistycznyFemboy: Rodzice wierzą w imieniu dziecka – to nie „wymysł katolicki”, tylko akt miłości i odpowiedzialności, który ma miejsce we wszystkich obszarach życia: zdrowie, wychowanie, wartości. Chrzest dziecka to nie „błąd teologiczny”, tylko wiara, że Bóg działa niezależnie od naszego wieku.
Arianie? Jasne, istnieli – ale przypomnę, że zostali jednogłośnie potępieni na Soborze Nicejskim (325 r.) jako herezja sprzeczna z wiarą apostolską. I owszem, było wiele grup, ale Tradycja katolicka
@SupreminTHC: Widzę, że konsekwentnie wycinasz tylko to, co Ci pasuje, a ignorujesz całą resztę – klasyka: „nie mam argumentu, to odpowiem na pół zdania i udam, że wygrałem”.
zarzucasz Kościołowi wszystko, co się da – to powiedz mi jedno: czy jeśli wśród uczniów Jezusa był Judasz, to znaczy, że cała Ewangelia jest do wyrzucenia? Bo tak samo jest z grzechami w Kościele. Tak – były potworne przestępstwa, także p-------a. I
@_Hildegarda_: A więc jak ktoś nie jest idealny i przychodzi po przebaczenie – to od razu „fanatyk” albo „hipokryta”? To ciekawe, bo w Biblii właśnie ci, którzy upadają i wracają, są bliżej Boga niż ci, którzy uważają się za „czystych” i pouczają wszystkich dookoła (por. Łk 18,9–14 – przypowieść o faryzeuszu i celniku).
Kościół nie uczy: „grzesz bezkarnie, wszystko wolno” – tylko mówi wprost: masz wolną wolę, upadasz – wracaj.
@_Hildegarda_: Nie, nie masz „odwagi żyć w zgodzie z sobą” – masz tylko odwagę szydzić z czegoś, czego nie rozumiesz lub nigdy nie próbowałaś zrozumieć. Rzucasz tanimi tekstami, bo łatwiej jest wyśmiać ludzi zmagających się z grzechem, niż samemu się z czymkolwiek zmierzyć.
To, że ktoś upada i wraca – to nie jest kabaret, to życie. Tak, Kościół mówi jasno, co jest dobre, a co złe. I tak – ludzie
@_Hildegarda_: Dzięki, że to w końcu potwierdziłaś – że Twoim celem nie jest rozmowa, tylko odcięcie się i wyszydzenie wszystkiego, co dla innych ważne. Zabawne, że tak Cię obchodzi „wymysł”, którego rzekomo nie uznajesz. Gdyby naprawdę nie miał dla Ciebie znaczenia – nie poświęcałabyś mu tyle energii.
Co do „mierzenia się z wymyślonym szajsem” – nie szkodzi. My mierzymy się z sobą samym, a nie z Twoim uznaniem lub nieuznaniem czegokolwiek.
@_Hildegarda_: kręcimy się w kółko. Ty od początku nie przyszłaś tu rozmawiać, tylko wjechać z ironiczną narracją i trzymać się jej do końca. To okej – Twój wybór.
Ale ja już nie mogę milczeć, bo spotkałem Żywego Jezusa. Nie ideę. Nie "pustynnego bożka". Tylko żywego Boga, który zmienił moje życie. Widziałem cuda – nie bajki, tylko konkretne sytuacje, które złamały logikę i wlały nadzieję tam, gdzie nie było nic. W ludziach,
@_Hildegarda_: Jeśli na świadectwo odpowiadasz psychiatrią, a na wyciągniętą rękę drwiną – to tylko potwierdzasz, że to nie ja jestem zamknięty, tylko Ty.
To nie jest żadna sekta, tylko wiara, która działa. I skoro boisz się jej aż tak, że musisz ją wyśmiać – to może wcale nie jesteś tak daleko od Boga, jak myślisz. Bliskość często boli najbardziej.
Nie musisz mnie słuchać. I możesz to olać – masz wolną wolę. Ale
@_Hildegarda_: Dziękuję Tobie. Naprawdę. Bo tą lawiną szyderstw tylko mnie utwierdzasz, że wiara to światło, a niepohamowana pogarda to ciemność, która po prostu nie może go znieść.
Nie będę się licytował na księży, grzechy i sensacje. Grzech jest realny – w Kościele też. Ale Ewangelia jest większa niż ludzkie upadki. I miłość Boga – prawdziwa, nie ta, którą sobie wyobrażasz w memach – nie znika dlatego, że ktoś ją źle reprezentował.
@ZachariaszTrzeci: No i tu widać, jak bardzo próbujecie mierzyć Boga linijką z lekcji biologii. Chrześcijaństwo mówi jasno: Jezus był w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem. Swoje człowieczeństwo – ciało, geny, ludzki rozwój – otrzymał od Maryi. To z niej się narodził, więc genetycznie był Jej Synem. A co do „genów Boga” – Bóg nie ma DNA, bo nie jest stworzeniem, tylko Stwórcą. Duch Święty nie zapłodnił Maryi w sensie
@Wasky: Nie trzeba robić fikołków, żeby zauważyć, że nie wszystko da się zmierzyć suwmiarką. To, co dla ciebie jest 'księgą fantasy', dla milionów ludzi na całym świecie jest źródłem sensu, nadziei i prawdy. Jeśli chcesz dyskutować – super, ale może spróbujmy bez sarkazmu. Bo jak na razie, to ja przedstawiam swoją perspektywę z szacunkiem, a ty odpowiadasz jakbyś się bał, że ktoś naprawdę w coś wierzy.
@Wasky: To mit, który powtarza się w kółko – nikt dziś nie "składa się" na Kościół więcej niż na jakąkolwiek inną organizację pożytku publicznego.
Fundusz Kościelny to nie "dotacja na zachcianki", tylko forma rekompensaty za mienie zagrabione Kościołowi przez państwo komunistyczne po 1945 roku. Gdyby nie ten fundusz, Kościół miałby podstawy domagać się zwrotu majątku w naturze – a tego państwo nie chce (i nie byłoby w stanie zrobić). Po
@Wasky: urwało Tobie dalszą moją wypowiedź. Proszę. >> Ale wtedy trzeba uczciwie rozliczyć wszystko: zabrać Fundusz Kościelny, ale też zwrócić pełną wartość majątku zagrabionego po wojnie, plus wyłączyć Kościół z prowadzenia szkół, szpitali, ochrony zabytków i działalności charytatywnej. Chcesz tego? Bo wtedy naprawdę zobaczymy, kto komu pomaga.<< Może tak będzie, a może nie. Historia już wiele razy żegnała Kościół, a on wciąż wracał – nie dlatego, że był popularny, tylko
@mannoroth: – Kościół nie odciął się od nich. W wielu przypadkach księża ich ukrywali, spowiadali, ratowali – mimo ogromnego ryzyka. Wyszyński sam był kapelanem Armii Krajowej. Przeszedł przez Gestapo, potem przez komunistyczne więzienia. Nie był agentem systemu, tylko jego ofiarą i duchowym oporem.
Oskarżenie, że Kościół "sprzedał" Polskę, to płaska propaganda współczesnych ideologów, którzy chcą zniszczyć pamięć o tych, którzy naprawdę walczyli z totalitaryzmem z krzyżem, nie z karabinem
@mr-dawid: Nie masz pojęcia, co symbolizuje ten „kawałek drewna”, a się wypowiadasz. Krzyż to nie zwykły przedmiot – to symbol największego poświęcenia, zwycięstwa nad śmiercią i nadziei dla miliardów ludzi. Jeśli nie rozumiesz, to chociaż miej odrobinę szacunku. Twoja pogarda mówi więcej o tobie niż o religii.
@mr-dawid: Tak, bo w XXI wieku bronienie wartości i wiary to już „oszołomstwo”. A wyśmiewanie wszystkiego, czego się nie rozumie – to dopiero postęp, nie?
@mr-dawid: Masz rację, żyjemy w wolnym kraju. Ty możesz sobie rechotać jak dzieciak z podstawówki, a ja mogę cię nazwać dokładnie tym, czym jesteś – zakompleksionym ignorantem, który myli wolność z chamstwem. Mylisz brak szacunku z odwagą, a prowokację z inteligencją. I nie, nie chodzi o to, że ci „nie wolno” – po prostu jesteś żałosny, gdy próbujesz błyszczeć drwiną z czegoś, czego nie rozumiesz
@mr-dawid: Ulżyć to może tobie – jak przestaniesz mylić ripostę z obrazą, a ironię z inteligencją. A z tym „nadstawianiem drugiego policzka” – to działa wtedy, gdy ktoś atakuje z bólu, nie z głupoty. Na tę drugą opcję Jezus też miał odpowiedź: „Nie rzucaj pereł przed wieprze”. Więc śmiało, rechocz dalej – najwyżej się udławisz.
@mk321: Jeśli nikomu to nie robi krzywdy” – No właśnie. Nie robi. Ale niektórym najwyraźniej przeszkadza sam fakt, że ktoś ma wiarę, tradycję i wartości. Bo nie da się ich ośmieszyć, więc trzeba udawać, że są zagrożeniem.
„Wciskają się wszędzie i mówią innym jak mają żyć” – I tu zaczyna się klasyczne odwracanie kota ogonem. Masz do dyspozycji setki kanałów, seriali, mediów, gdzie religię się wyśmiewa, a mimo to drażni
@Wasky: To nie jest kurczowe trzymanie się życia, tylko zwykłe ludzkie pragnienie, żeby jeszcze być z bliskimi, jeszcze kochać, pomagać, żyć. Wiara w życie wieczne nie oznacza, że człowiek przestaje cenić to ziemskie. Gdybyś naprawdę rozumiał chrześcijaństwo, wiedziałbyś, że chodzi właśnie o sens – tu i teraz, nie tylko 'tam'."
@nieocenzurowany88: No widzisz, a ten „umierający Żyd” odmienił historię świata bardziej niż jakikolwiek inny człowiek. I właśnie to „narzędzie tortur” stało się symbolem miłości tak wielkiej, że ktoś oddał życie za innych – dobrowolnie. Ale żeby to pojąć, trzeba wyjść poza poziom drwin i tanich haseł.
Wyśmiewasz coś, czego nawet nie próbujesz zrozumieć. Taki jest poziom „oświecenia” dziś? Żart z Boga i lekceważenie miliardów ludzi? Pogarda nie czyni cię mądrzejszym
@nocnica: Śmierć – niezależnie od formy – jest częścią ludzkiego życia. Mówienie, że człowiek ma prawo do naturalnej śmierci, to nie znaczy, że „ma prawo cierpieć”, tylko że jego życie nie powinno być przerywane na życzenie, jakby było zbędnym ciężarem. Nowotwór czy wścieklizna to choroby, które się leczy. Śmierć – to nie „problem do rozwiązania”, tylko moment, który każdy z nas przejdzie.
Prawdziwym wyzwaniem cywilizacji nie jest to, by ludzi
Katolicka aktywistka pro-life oraz dziennikarka Savannah Craven Antao została zaatakowana przez zwolenniczkę aborcji podczas ulicznego wywiadu w nowojorskiej dzielnicy Harlem.
@xA4guyx: Rozumiem, że emocje są ogromne, ale z naszej strony to nie jest nienawiść – to troska o życie, które dla nas ma wartość od samego początku. Nikt nie stoi pod szpitalem dla „draki” – jesteśmy tam, bo wierzymy, że każde życie zasługuje na ochronę. To nie są „z-----e transparenty”, tylko wołanie o refleksję – żeby może chociaż jedna osoba się zatrzymała i wybrała inaczej. Tak, aborcja to zabicie drugiego,
@mysliciel-z-internetu: Nie, nie z nudów i nie z „bólu d**y”, tylko z przekonania, że życie – każde życie – jest najwyższą wartością. Można się z nami nie zgadzać, można mieć inne zdanie, ale jeśli dla kogoś obrona życia nienarodzonych dzieci to „nuda”, to może właśnie to mówi więcej o jego sumieniu niż o naszym. My stoimy tam, bo wierzymy, że milczenie w obliczu śmierci niewinnych to współudział. Nie trzeba się
@mysliciel-z-internetu: Dzięki za statystyki, chociaż nie wiem, co Rosja ma wspólnego z tym, że ktoś w USA został brutalnie pobity za to, że bronił życia. To, że gdzieś indziej aborcje są na porządku dziennym, nie znaczy, że mamy siedzieć cicho, bo „i tak się dzieje”. Dla mnie – i wielu innych – życie ludzkie jest święte od poczęcia. I to nie jest kwestia geografii, religii czy statystyk, tylko podstawowej wartości.
@xA4guyx: Piszesz, że skoro życie jest cenne, to mamy „wypieprzać pod areszty”, bo tam są „prawdziwi mordercy”. Serio? To tak samo można powiedzieć każdemu, kto walczy o prawa zwierząt, że powinien zająć się głodem w Afryce. Albo ekologom, że powinni lepiej zamiatać ulice. Jedno nie wyklucza drugiego. Piszesz o dramatach, jakby nikt po stronie pro-life nie miał pojęcia, czym one są. A ja wiem, bo sam przez to przeszedłem –
@michcio: No właśnie – skoro aborcja istniała „od zawsze”, to nie znaczy, że była moralnie akceptowalna. Kradzież, g---t i zabójstwo też „istnieją od zarania dziejów”, a nikt rozsądny nie uznaje tego za argument na ich usprawiedliwienie.
Co do Kościoła – to mit, że „nie widział w tym nic złego”. Już w I wieku, w Didache (starożytny dokument chrześcijański), jasno potępiono aborcję: „Nie zabijaj dziecka przez aborcję ani po urodzeniu.” Faktem
@hitman1982: Z całym szacunkiem, ale to porównanie do jajka i jajecznicy jest tak absurdalne, że aż ciężko to traktować poważnie. Kurze jajko to komórka niezapłodniona – nie zawiera kompletu DNA nowego organizmu. A zapłodniona komórka jajowa u człowieka? Ma pełny kod genetyczny, unikalny i odrębny od matki. Od tej chwili to nie „część ciała kobiety”, tylko nowe życie ludzkie w najwcześniejszej fazie rozwoju. Nie trzeba być katolikiem, żeby to zrozumieć
@R187: Ciekawa analogia, ale nadal nietrafiona. Komputer z danymi za miliard dolarów nie ma wartości sam w sobie – jego wartość pochodzi z tego, co na nim zapisano. Człowiek natomiast ma wartość nie ze względu na to, co „ma zapisane” w świadomości, ale ze względu na to, kim jest – żywym organizmem ludzkim należącym do gatunku Homo sapiens, z unikalnym kodem genetycznym i wrodzonym potencjałem do rozwoju. Płód to nie
@hitman1982: To nie tak, że ktoś „chce wszystkim narzucać przekonania” – po prostu jeśli uważasz, że aborcja to pozbawienie życia drugiego człowieka, to trudno traktować to jako „indywidualną decyzję”. Tak samo przecież nie mówimy: „jak nie lubisz kradzieży, to po prostu sam nie kradnij”. Są rzeczy, które wchodzą w sferę wspólnej odpowiedzialności – i dla nas życie ludzkie, również to nienarodzone, jest jedną z nich.
@hitman1982: Nie, lewica nie „zabrania” rodzenia – bo nikt nie musi „pozwalać” kobiecie urodzić, jeśli ciąża już trwa. To się dzieje naturalnie. Ale lewica walczy o legalne i powszechne możliwości jej przerwania, co oznacza odebranie prawa do życia temu, kto się jeszcze nie może bronić. Więc to nie jest neutralność – to po prostu przeniesienie odpowiedzialności za czyjeś życie na wybór drugiej osoby. Prawica nie „zmusza” do rodzenia – ciąża
@hitman1982: Śmierć mózgu u dorosłego to coś zupełnie innego niż rozwijający się organizm w łonie matki. Płód z bezmózgowiem nie jest martwy – ma bijące serce, rozwija się (choć nieprawidłowo), jego ciało rośnie. To, że nie przeżyje długo po urodzeniu, nie oznacza, że już teraz można go potraktować jak martwego. To nie jest "trup", to wciąż czyjeś dziecko, nawet jeśli chore. W cywilizowanym społeczeństwie życie ludzkie nie zależy od tego,
@hitman1982: No widzisz, i tu właśnie pokazujesz, że zupełnie nie rozumiesz, o co chodzi.
Zakaz aborcji nie ma być polityką prorodzinną ani sposobem na „podnoszenie dzietności”. To nie jest program demograficzny, tylko granica, która chroni najbardziej podstawowe prawo człowieka – prawo do życia. Celem nie jest rodzenie większej liczby dzieci „dla statystyk”, tylko niedopuszczanie do ich zabijania, tylko dlatego, że są chore albo niechciane. A dzietność? Jeśli naprawdę chcesz, żeby
@hitman1982: To nie jest tak, że ktoś wprowadził zakaz aborcji, żeby „zwiększyć dzietność”. Nikt nie twierdzi, że dzieci mają się rodzić „dla statystyk”. Zakaz aborcji chroni życie tych dzieci, które w przeciwnym razie zostałyby usunięte tylko dlatego, że nie były idealne albo pojawiły się w złym momencie. Czy to są tysiące? Setki? Każde z nich to konkretne życie – i to wystarczy.
Twój przykład z kierowcami jest efektowny, ale nietrafiony.
@kiedys_bylem_zielonka: Bóg nie jest źródłem cierpienia i nie chce, aby ludzie cierpieli. Jego celem jest dobro, uzdrowienie i życie w pełni. Cierpienie nie jest wynikiem Jego wyboru, ale konsekwencją życia w niedoskonałym, upadłym świecie.
Bóg nie chce cierpienia: Księga Jeremiasza 29:11: „Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją.” Ten fragment wskazuje, że Bóg pragnie
#terapia #pytanie #psychoterapia #psychologia #samotnosc Czy są jakieś ćwiczenia lub metody by zaakceptować rzeczywistosc? Chodzi mi o sytuację lub emocje, które wiem, że się wydarza lub które są częścią życia, na które jednak nie mamy wpływu i których mimo to nie jesteśmy w stanie zaakceptować? Tzn bardziej chodzi o brak akceptacji, że takie emocje się pojawiają (np niezgoda na smutek, ból, odrzucenie)
Rozumiem, że możesz mieć inne spojrzenie, ale dla mnie to było prawdziwe doświadczenie. Wiem, że Jezus mnie uzdrowił i ma to dla mnie ogromne znaczenie.