#psiarze Stoję sobie dzisiaj rano na balkonie, piję kawkę, patrzę, a tam parę pięter niżej jakiś facet łazi z yorkiem - kundel ani smyczy ani kagańca. Ale nie na mojej zmianie takie rzeczy. Ubrałem się, zjechałem windą, podbiegłem do psa i z-------m mu kopa. Właściciel się wściekł, ale tłumaczę chamowi, że mogło tu jakieś dziecko przechodzić i tragedia gotowa. Jeszcze na policję chciał dzwonić - przyznam, że myślałem, że na
konto usunięte








































