Iść w stanowiska kierownicze na uczelni (i być stabilnym średniakiem), czy zaczynać nowe życie w IT (z aspiracją na bogactwo)?
Na razie jestem adiunktem i kierownikiem labu, mam 6800 netto. Wskakiwały też projekty za dużo większe stawki. Z dużym prawdopodobieństwem zostanę kierownikiem kierunku lub prodziekanem, wkraczając tym samym na ścieżkę administracyjną. Będzie 9-10k, jak dojdę do dziekana to sufitem jest jakieś 15k netto. No chyba że zostanę kiedyś rektorem























