Źle się czuje w szpitalu. Zapieprzam jak wół, a 4 miesiące temu rozstanie z dziewczyną psychicznie nie pomaga.
Staram się jak najlepiej wykonywać swoją pracę, ale psychicznie powoli wymiękam. Do 13/14 godziny jest okej ale jak zaczynam dyżur czy do 20 godziny czy całonocny do 8 rano to zaczynam mieć powoli odruchy wymiotne.
Kusi uciec na medycynę rodzinną, ale boje się stracić perspektywę bycia wąskim specjalistą.
Wczoraj pomagałem pacjentowi wstać z


![Pacjent drogi wyparł pacjenta taniego [wypowiedź odważnego prezesa szpitala]](https://wykop.pl/cdn/c3397993/54fe5f18b4edee7be132234c94e128c00f33fb6e8ed61dc224ffc06d6a868c4a,w220h142.jpg)
















Problem jest w człowieku a nie w miejscu pracy. Ja to w pracy odpoczywam bo tam wszystko jest proste i zorganizowane. Czuje się trochę jakbym kolorował kolorowankę dla dorosłych albo grał w grę której mechanikę już znam. Za to świat poza szpitalem to dżungla w której wszystko musisz ogarnąć sam.
@mirko_anonim: na przyszłość udawaj, że nie widzisz i nie podawaj ( ͡° ͜ʖ ͡°)