Wpis z mikrobloga

Populacja słynnej „psychodelicznej ropuchy” miejscami spada. Zasiedlająca północno-zachodni Meksyk i południowo-zachodnie Stany Zjednoczone ropucha koloradzka (Incilius alvarius) jest największą naturalnie występującą w tej części świata ropuchą. Stała się bardzo znana po tym, jak odkryto, że gruczoły w jej skórze wydzielają toksyczne substancje o działaniu psychoaktywnym – bufoteninę (5-HO-DMT) i mebufoteninę (5-MeO-DMT). Wydzieliny ropuchy zawierają też glikozydy, które oddziałują na akcję serca i których spożycie może spowodować zatrucie lub w skrajnych przypadkach nawet śmierć.

Bufotenina wchodzi w skład wydzielin co najmniej kilku gatunków ropuch należących do rodzaju Bufo, ale ropucha koloradzka jest jedynym gatunkiem, u którego substancja ta występuje w ilościach wystarczających do wywołania efektu psychoaktywnego. Jej przedstawienia pojawiające się w sztuce Mezoameryki bywają interpretowane jako dowód na to, że ludy żyjące w tej części świata już od dawna znały efekty spożywania jej wydzielin, jednak część badaczy podchodzi do takich twierdzeń z rezerwą. Jest jednak faktem, że ropucha wzbudziła duże zainteresowanie w czasach bliższych współczesności. Ropuchy koloradzkie zaczęto zbierać i wywozić z obszarów ich występowania, by pozyskiwać ich wydzieliny – robi się to poprzez wyciskanie ich gruczołów lub pocieranie skóry ropuchy pod brodą, co skłania płaza do wydzielenia substancji, którą następnie można zeskrobać i wysuszyć.

W czerwcu 2025 roku badania wykazały, że uporczywe odławianie ropuch w Meksyku zdziesiątkowało kilka lokalnych populacji, miejscami narażając ten gatunek na ryzyko wyginięcia. Podobnie wygląda sytuacja w południowo-wschodniej Kalifornii, gdzie ropuchy koloradzkie przestały być widywane mniej więcej od lat 70., choć w innych regionach ich populacja jest uznawana za w miarę stabilną. W Kalifornii, Arizonie i Nowym Meksyku zabronione jest wywożenie ropuch poza granice stanu oraz używanie ich wydzielin jako środków psychoaktywnych, a możliwości ich odławiania są mocno ograniczone.

W połączeniu z suszami, które sprawiają, że naturalne siedliska płazów zaczynają się kurczyć, oraz z zagrożeniem chytridiomykozą – chorobą wywoływaną przez pasożytnicze grzyby, która od jakiegoś czasu dziesiątkuje płazy na całym świecie – odławianie ropuch koloradzkich może w dłuższej perspektywie przyczynić się do dalszego zmniejszania się ich populacji.

➡️ tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
#gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #przyroda #natura #zwierzeta #zwierzaczki #plazy #ropuchy #ameryka
Apaturia - Populacja słynnej „psychodelicznej ropuchy” miejscami spada. Zasiedlająca ...

źródło: Bufo_alvarius fot. Wildfeuer

Pobierz
  • 15
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Apaturia:
To dość zabawne że ludzie postanawiają wciskać w siebie trucizny w takim stopniu by nie umrzeć, ale by odlecieć. Ciekawy jestem jak wyglądały początki tego pomysłu. Normalny drapieżnik gdyby zobaczył że jego kolega umarł po zjedzeniu tej żaby to by jej unikał, ludzie za to zaczęli sprawdzać jaka dawka żaby ich nie zabije xD
  • Odpowiedz
To dość zabawne że ludzie postanawiają wciskać w siebie trucizny w takim stopniu by nie umrzeć, ale by odlecieć


@MlodyCezar: bo z tym umieraniem to jak zwykle przesada, taki urban legend rozpuszczany w celu odstraszania ludzi od zbierania żab ;) Poza tym od dawna oficjalny język ma tendencję do nazywania psychodelików substancjami toksycznymi, bo wpływają na organizm w sposób, który ktoś uznał za niekorzystny.

Tymczasem w poście czytamy, że poboczne
  • Odpowiedz
  • 1
@kubako: Nie do końca urban legend - są potwierdzone przypadki kilku zgonów związanych z działalnością Octavio Rettiga, który swego czasu zaczął propagować i organizować sesje / ceremonie zażywania substancji z ropuchy koloradzkiej. Trudno powiedzieć, na ile często to się zdarza i w jakich dokładnie okolicznościach, bo takie sesje są często organizowane nieleganie i bywają wzbogacane o różne dodatkowe praktyki, które mogą zwiększać ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

Co do
  • Odpowiedz
To dość zabawne że ludzie postanawiają wciskać w siebie trucizny w takim stopniu by nie umrzeć, ale by odlecieć.


@MlodyCezar: akurat psychodeliki nie są truciznami, chociaż w przypadku 5-MeO-DMT można się spierać bo jednak trochę bardziej obciąża organizm niż np. taka psylocybina albo LSD, ale zdecydowanie daleko tej substancji do trucizny. Nota bene określenie "trucizna" zdecydowanie bardziej pasuje do alkoholu niż większości psychodelików.
  • Odpowiedz
Nie da się polecieć dalej jako żywa istota niż właśnie na 5meoDMT. To nie tylko zdanie moje, ale również Stanislava Grofa. Ciężko to nawet opisać.
A co do ropuchy- znana jest metoda syntezy tego związku, więc można naprawdę dać jej spokój
  • Odpowiedz
  • 1
@Bikiniarz2: Ano, pozostaje mieć nadzieję, że ropuchy zostaną pozostawione w spokoju i populacje, które ucierpiały, z czasem się odnowią.

Co do ceremonii, świetnie, że w Twoim przypadku wszystko poszło dobrze i że wspominasz to pozytywnie. Mimo wszystko myślę, że warto przypominać w kontekście takich tematów o tym, że podczas podobnych praktyk różnie to czasem bywa, tak samo, jak różnie to bywa z ich organizatorami i propagatorami.
  • Odpowiedz