Mirki mam dla was pewną opowieść. Od kilku lat mieszkam na wsi i w związku z tym muszę sobie zorganizować opał na zimę. Procedura wygląda następującą: idę do leśniczego zamówić drewno, przywożę surowiec, rąbię, palę. Jako, że nie mam ciągnika dogadałem się z Panem Cześkiem i Markiem, że pojedziemy z rana i przywieziemy zamówione drewno. Wszystko zajebiście, 7 rano, sygnaturka naszykowana w razie jakiejś kontroli, czekam na Czesia i Marka. Jado! Czesiek nabity jak działo, właściciel ciągnika i kierowca, Marek trochę trzeźwiejszy. Myślę „będzie wesoło” . Wskakuję na pakę. Ujechaliśmy kawałek ale Czesiek zaczął trzeźwieć i wysłał Marka po małą cytrynówkę do sklepu. Marek zwinny chłopak 50 lat uwinął się szybciutko, jedziemy dalej. Czesiek prowadzi jednocześnie pijąc z gwinta jakiś cytrynowy syf. Jakbym wiedział, że to ma tak wyglądać to wolałbym chyba przywieźć to drewno pieprzonym tico. Ale nic, jedziemy sobie, Czesiek co jakiś czas popija, dobrze idzie myślę. Do momentu kiedy #!$%@? Czesiu zasypia za kierownicą… Ciągnik gaśnie. Marek biegiem do „szoferki” sprzedaje kilka szybkich Czesiowi i od teraz razem prowadzą ciągnik, Marek kieruje a Czesiek zmienia biegi gdyż posiada prawo jazdy… Jakimś cudem dojechaliśmy na miejsce. Czesiek odlał się w gacie i poszedł smacznie spać w runie leśnym kiedy ja i Marek wrzuciliśmy kilka metrów sześciennych drewna na pakę. Myślę sobie „teraz to już z górki”. Taki #!$%@?! Leśniczy jedzie swoim jeepem… #!$%@? Walker polskiego leśnictwa. Razem z Markiem staramy się dobudzić Cześka ale bezskutecznie. Leśniczy zajechał, wysiada razem ze swoim młodszym odpowiednikiem w postaci jakiegoś moro gogusia i jak przystało na osobę piastującą państwowe stanowisko rzecze:
-Co tu się #!$%@??!
Powiedziałem























Bo mi się baterie rozładowały, takie od chęci do pracy i funkcjonowania. Ciągłe życie w mieście, w biegu, w szumie i niedospaniu powoduje, ze coraz mniejsza mam ochotę mieszkać w mieście i jeszcze trochę i już niedługo ucieknę na wieś, gdzie spokój. I wrócę moze po tygodniu byczenia się.
Ile można żyć w ciągłym biegu?
#spokoj #praca #bieg #wyscigszczurow
Ale, ze roboty jest, to przynajmniej sie odmóżdżę.