Tym razem nie dośćże powoli, to jeszcze skromniutki dystans. Ale chyba po raz pierwszy od dawna uczciwie zaspałem - obudziłem się dopiero na kwadrans przed 5 ヽ( ͠°෴ °)ノ A nawet nie tyle obudziłem się, co obudziła mnie żona - a ją kot wyjący pod oknem xD
Szastuprastu, zebrałem się i o 5:10 wystartowałem. Na termometrze znowu przyjemne 17°C, wiatr słaby, za












sobotni wpis się nie dodał, więc odejmuje też weekendowe 40 minutowe wybieganie. wczoraj miałem imprezę rodzinną i strasznie zachlałem, ale nie wstałem wcześniej (pdk), więc dzisiaj zwlekłem się dopiero wieczorem. coś jest w tym co mówicie o bieganiu na kacu, bo nogi aż same niosły :D zacząłem spokojnie, pobiegłem szybsze akcenty wg planu (8 x 1'/5:00), a końcowe 15 minut schłodzenia biegło się świetnie -