Mirki, czy spotkaliście się może z pomysłem pasteryzacji jedzenia w workach próżniowych?
Moj niebieski jest technikiem nagłośnienia na koncertach, w lecie każdy weekend ma „wyjazdowy”. Chciałabym spakować mu coś do zjedzenia na ciepło, ale żeby było bezpieczne bez lodówki.
Pomyślałam sobie o czymś podobnym do metody sous vide, tylko w sumie nawet niekoniecznie gotowane w worku, a zapakowane już ugotowane i zapasteryzowane 2-3 krotnie jak słoiki (których chcemy uniknąć bo są ciężkie
Moj niebieski jest technikiem nagłośnienia na koncertach, w lecie każdy weekend ma „wyjazdowy”. Chciałabym spakować mu coś do zjedzenia na ciepło, ale żeby było bezpieczne bez lodówki.
Pomyślałam sobie o czymś podobnym do metody sous vide, tylko w sumie nawet niekoniecznie gotowane w worku, a zapakowane już ugotowane i zapasteryzowane 2-3 krotnie jak słoiki (których chcemy uniknąć bo są ciężkie






















Założenia:
- Obiad ma być na ciepło - worki próżniowe można wrzucić do garnka z gotującą się wodą. Przez ostatnie lata niebieski wyrobił sobie niechęć do konserw, w chłodne wieczory zjedzenie czegoś na ciepło to wybawienie.
- Obiad ma być zbliżony do tego, co jemy w domu - rok temu niebieski na dłuższych wyjazdach (ponad 4 dni) żywił się słoikami różnych producentów (wątpliwej jakości, narzekał na smak), konserwami, zupkami chińskimi, kabanosami. Na dłuższą metę to męczące.
- Opakowanie wygodne do transportu - worki nie tłuką się tak jak słoiki, zajmują mało miejsca. Konserwy i słoiki potrafiły skutecznie wypełnić torbę niebieskiego, w dodatku były ciężkie. Raz zdarzyło się rozbicie i zachlapanie ubrań, a pranie w plenerze było utrudnione. Oczywiście zupy będą dalej w słoikach.
źródło: comment_3S4iJjHQgJCd3ChmJp2wqJdLvf2K7MtH.jpg
Pobierz